W Zerui Shalev zakochałem się późno, dopiero sześć lat temu, kiedy po polsku ukazała się jej powieść Ból. Nie dlatego, że wcześniejsze książki mi nie odpowiadały – po prostu po nie nie sięgnąłem, bo wydawały mi się literaturą nie dla mnie. Duży błąd. Ale nie ma tego złego – bolesny zachwyt Bólem był z kategorii tych, dla których warto czytać literaturę piękną.
Jest tu z pewnością sporo osób, które przygodę z Zeruyą rozpoczęły już od Życia miłosnego (przełożonego na ponad 20 języków). Dla Was mam prosty i piękny komunikat: nowa Zeruya, czyli powieść Los, jest wyśmienita. A dla tych, którzy jej nie znają, wielka zachęta, bo to powieść, która kłuje, pyta i nie pozwala o sobie zapomnieć.
W teatrze do ponad 90-letniej Rachel podchodzi niemal 50-letnia Atara. Szukała jej od dawna, odkąd dowiedziała się, że Rachel była pierwszą żoną jej zmarłego niedawno ojca, Mano. Chce zrozumieć, dlaczego kobieta go zostawiła. Co wydarzyło się w przeszłości, że wpływa na całe życie Atary? Rachel, jednak, sama została porzucona przez Mano, największą miłość swojego życia, i nigdy nie zrozumiała dlaczego. Byli parą pod koniec lat 40., w czasie walki o niepodległość Izraela, czasach rewolucji, buntu i chaosu. Co ich wyróżniało spośród innych, to przynależność do radykalnej organizacji Lehi, walczącej nie tylko z Arabami, ale przede wszystkim z Anglikami rządzącymi wtedy w Palestynie. Wyklęci, zapomniani, wzgardzeni – rozgoryczeni, bo poświęcili wszystko dla kraju, który ich odrzucił, nagradzając oportunistów.
Los jest, jak to często u Shalev, niezwykle wnikliwą wiwisekcją małżeństwa i rodziny. Jakby autorka potrafiła wchodzić ludziom do głów i czytać ich myśli. Mało kto we współczesnej literaturze światowej buduje kobiece postaci tak jak autorka Po rozstaniu. Zarówno Rachel, jak i Atara są fascynujące. Shalev nie ocenia ani swoich bohaterek, ani motywów dawnych bojowników. Wielu nazwałoby ich terrorystami (jak choćby jeden z synów Rachel), dla innych pozostaną marzycielami, ogarniętymi mesjańskim zapałem, heroicznymi idealistami, których nie łączyły wspólne poglądy, lecz żarliwość przekonań. W Losie to, co prywatne i intymne, przeplata się z losami kraju, choć nie jest to saga historyczna. To opowieść o tym, że nie można uciec od wielkiej historii i o życiu w klaustrofobicznym miejscu. Kiedy bohaterowie mówią, że „tu nigdy nie będzie normalnego życia” i że „ten kraj jest przeklęty”, myślę o polskich autorach zmagających się z polskością.
To także powieść o pamięci i o tym, jak jedno machnięcie skrzydeł motyla wywołuje tsunami. List wrzucony do niewłaściwej skrzynki pocztowej wywraca życie wielu ludzi. „Spodziewała się zdrady kobiety, nie losu. Los nie zdradza, bo nigdy niczego nie obiecał.” I to nieustanne zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby… Kiedy bohaterowie Shalev mówią, że nigdy sobie nie wybaczą, naprawdę mają to na myśli, a nie rzucają pustą retoryką.
Jak prawie każdy, lubię pogodne historie, happy endy i feel-good movies. Ale bywa, że oczekuję od książki czy filmu mocnego ciosu, żeby zabolało i poruszyło. Los to potrzebny czasem rodzaj doła. Wspaniały.
Przełożyła Magdalena Sommer.
Wydawnictwo W.A.B.

