Ależ to fantastyczne zaskoczenie! Po Małe zbrodnie Magdaleny Majcher sięgnąłem sceptyczny, ponieważ autorka kojarzyła mi się z prozą obyczajowo-kobiecą, czyli gatunkiem nie dla mnie. Tymczasem oparta na faktach historia śledztwa w sprawie głośnego przed 20 laty dzieciobójstwa w mazowieckiej wsi to prawdziwa petarda.
Autorka przekopała się przez tomy akt, wykonała gruntowną pracę dziennikarsko-dokumentacyjną i napisała wstrząsającą opowieść w prosty i powściągliwy sposób. Co szczególnie dla mnie ważne – nie ma tu żadnego popisywania się stylem, co często sprawia, że odkładam reportaże lub prozę mimo interesującego tematu.
Majcher jest empatyczna i próbuje zrozumieć. Czy chcecie wiedzieć, co siedzi w głowie dzieciobójczyni? Zwłaszcza jeśli Wasza odpowiedź brzmi „nie”, sięgnijcie po Małe zbrodnie. Będziecie zaskoczeni, a lektura skłoni Was do przemyśleń o absolutnie podstawowych sprawach. Autorka jest precyzyjna i delikatna – nie narzuca interpretacji, swoim bohaterom daje kredyt zaufania. Nie patrzy na nich z góry, nie oferuje taniego współczucia. Byłaby świetną reporterką. A w zasadzie już nią jest. Z dużym wyczuciem opisuje codzienną pracę służb. Pewnie fakt, że ma męża policjanta, w tym nie zaszkodził.
Majcher ma duży talent do charakteryzowania ludzi, sytuacji i emocji dosłownie w kilku zdaniach. Od razu wiem, z kim i z czym mam do czynienia. Świetnie oddaje klimat zamkniętej społeczności, w której wszyscy się znają, wszystko wiedzą, a jednocześnie nikt niczego nie pamięta. To wytrawny mały realizm. I co istotne – całość czyta się jak najlepszy kryminał. Nie mogłem się oderwać i polecam tę książkę z całego serca.
A teraz biorę się za poprzednią książkę autorki – Mocną więź. Powiem Wam jedno: zaledwie 31-letnia Magdalena Majcher ma wspaniałą przyszłość. Na pewno będę ją śledził.

