Mick Herron, „Tajne godziny”

Człowiek nigdy nie przestaje się dziwić. Najpierw kiedy serial „Kulawe konie” według cyklu powieści Brytyjczyka Micka Herona zaczął mi się wyświetlać w przeróżnych rankingach najbardziej niedocenionych seriali ostatnich lat. Ki czort?

Przecież średnią ocen na Rotten Tomatoes ma bliską setki, nominacji do nagród od groma, a wielu, w tym niżej podpisany, uważa, że Gary Oldman w roli genialnego oblecha Jacksona Lamba stworzył jedną z najcudowniejszych kreacji w historii telewizji. Ale kiedy trochę pogrzebałem, okazało się, że „Slow Horses” miało dobrą oglądalność na Wyspach, a poza UK już tak nie bardzo.

Potem dowiedziałem się, że cykl powieści, na podstawie których serial zrobiono, w Polsce sprzedaje się nie najlepiej. Ale że jak?! – chciałem zawyć i zaszlochać, krzyczeć i drapać po ścianach bibliotek. Przecież to najlepsza literatura szpiegowska odkąd John le Carré przeniósł się na wyższe pola działania! Zostawmy przymiotniki, to po prostu świetna literatura, rozgrywająca się w świecie zwichrowanych służb. Nikt, dosłownie nikt nie równa się dzisiaj z Herronem. A jednak nad Wisłą to nie działa.

Postanowiłem rozłożyć problem na czynniki pierwsze. I po pierwsze nie jest to literatura łatwa, do w miarę bezmyślnego kartkowania. Jest gęsto, trzeba się skupić, aluzje, skróty myślowe, sardoniczne grepsy ścielą się gęsto. Poziom cynicznego oglądu służb i wielkiej polityki wywala czujniki, no i jest dużo komponentu politycznego, czyli coś co odrzuca ucieczkowego czytelnika. I totalnie sarkastyczne, brytolskie poczucie humoru, czarne i być może dla wielu ludzi nieprzyjemne, tak jak wtedy kiedy Jackson Lamb złośliwie pierdzi tak strasznie, że ludziom łzawią oczy. Jakby wszystko skrojone pod moje gusta, które w tym wypadku nie są przesadnie masowe.

„Tajne godziny” to osobna powieść, poniekąd spin-off końskiej serii i jest po prostu znakomita. Kapitalnie wymyślona, skonstruowana z na pozór niepowiązanych detali, zabawna jak diabli, pastwiąca się nad bezmyślną prywatyzacją służb i na dodatek wzruszająca. Dla fanów Slough House lektura idealna, a dla dziewic świetny początek przygody z pisarstwem Micka Herona.

Przełożyli Robert Kędzierski i Anna Krochmal.

Wydawnictwo Insignis

Udostępnij:
7