Leïla Slimani, „Zostanie we mnie ogień”

Dla tych, którzy czytali pierwsze dwa tomy „Cudzego kraju” Leïli Slimani, mam wspaniałą wiadomość: oto dostajecie do rąk „Zostanie we mnie ogień”, czyli zwieńczenie trylogii. A tym, którzy z marokańsko-francuską sagą nie mieli jeszcze do czynienia, szczerze zazdroszczę, bo przed Wami coś przejmująco pięknego.

Uwielbiam historie o ludziach z mieszanych rodzin, nieprzynależnych do końca. Trylogia Leïli Slimani to jedna z najwspanialszych, jakie miałem okazję poznać. Cieszyłem się nią, smuciłem, wzruszałem, a także wiele nad nią rozmyślałem.

Autorka napisała tę powieść, inspirując się historią swojej rodziny. Jej francuska, alzacka babka poślubiła marokańskiego oficera, który w 1944 roku wyzwolił jej miasteczko spod niemieckiej okupacji, po czym wyjechała z nim do Maroka. Dziecko z tego związku, lekarka, wyszła za wykształconego we Francji Marokańczyka. Córką tej pary jest autorka „Cudzego kraju” – Slimani, dziennikarka, pisarka, laureatka Nagrody Goncourtów i specjalna przedstawicielka prezydenta Macrona przy Międzynarodowej Organizacji Frankofonii.

„Cudzy kraj” osadzony jest w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, kiedy główna bohaterka przybywa do Maroka, a kraj budzi się do niepodległości. Powieść ma epicki oddech, głębię psychologiczną, a postacie – zwłaszcza kobiety – są doskonale zarysowane i wielowymiarowe. Slimani w znakomity sposób ukazuje bohaterów balansujących na granicy, zarówno sympatycznych, jak i pełnych sprzeczności. Fascynujący jest portret głównego bohatera, który miota się między tradycją – gdzie honor i Bóg są jednością – a miłością do Europejki. Slimani rozumie, że religia, kultura, tradycja i samoidentyfikacja to fundamentalne kwestie.

W „Patrzcie, jak tańczymy” akcja skacze do końca lat sześćdziesiątych: wędrówka ludzi ze wsi do miast, hipisowskie szaleństwo pod bajeczną Essaouirą, córka Aisza studiuje medycynę we Francji, jej brat Salim zatraca się w kontrkulturze. Ich ciężko pracujący na roli ojciec nienawidzi miasta, „szerokich bulwarów, po których chłopcy spacerowali bez celu z rękami w kieszeniach, by ukryć erekcję. Miasta i jego kawiarni, które odzierały dziewczęta z cnoty i mężczyzn z sił do pracy”.

„Zostanie we mnie ogień” zaczyna się w czasie pandemii, by cofnąć nas do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych i pokazać trzecie pokolenie rodziny – siostry Mię i Ines – na tle ciągle zmieniających się Maroka, Francji i świata. Ich matka, która nie chciała zbawiać ludzkości, lecz leczyć ludzi, jest ginekolożką w Rabacie; ich ojciec marzy o budowie tunelu pod Cieśniną Gibraltarską. Świat przyspiesza, kobiety domagają się większego jego skrawka.

Slimani wspaniale kreśli swoich bohaterów, jest empatyczna, nie osądza, wie, że w większości mają dobre intencje, ale żyją w trudnym, brutalnym świecie i są – chcąc nie chcąc – spadkobiercami swojego dziedzictwa, tradycji, historii i kulturowych kodów. Świetnie buduje portrety mężczyzn, ale jest to saga pisana z perspektywy kobiet, tak jak „Genialna przyjaciółka” Eleny Ferrante i „Ósme życie” Nino Haratischwili – i używam tego porównania z pełną odpowiedzialnością: Slimani zasługuje na miejsce obok tych dwóch wspaniałych autorek.

Jej obraz Marokanek często nie budzi entuzjazmu w ojczyźnie, gdzie liczni komentatorzy krzyczą, że powinna się wstydzić. Bowiem jej kobiety są zbyt wyraziste, za dużo chcą, czują, pragną, zbyt wiele w nich zmysłowości i dzikości. Na zbyt wiele świata mają apetyt. Slimani świetnie czuje ból dorastania i potrzebę buntu, mętlik, gdy próbujemy budować własną tożsamość w świecie narzucanych oczekiwań.

„Ten świat był pełen ojców, którym należało okazywać szacunek: Bogu, królowi, wojskowym, bohaterom walki o niepodległość i robotnikom. Kiedy ktoś do ciebie podchodził, nie pytał, jak się nazywasz, tylko starał się ustalić, czyim jesteś synem”.

W zasadzie wszystko w opowieści Slimani jest fascynujące – czytałem wolno, bo często robiłem notatki. „Salma dzień wcześniej pocałowała chłopaka. I od tamtej pory zastanawiała się, jak to możliwe, że mężczyźni, mimo że zabraniają jej różnych rzeczy i mają nad nią władzę, są zarazem tymi, dla których chce być wolna”.

Być może bohaterowie byliby szczęśliwsi, gdyby miłość nie połączyła ognia i wody – kultur, tradycji i cywilizacji kompletnie się nie rozumiejących. Na pewno byłoby prościej. Ale wtedy nie byłoby tak wspaniałej literatury. Ależ piękna przygoda przed Wami.

Przełożyła Agnieszka Rasińska-Bóbr.

Wydawnictwo Sonia Draga

Udostępnij:
7