Alan Dershowitz, „Listy do młodego prawnika”

„Jak się czujesz, będąc zmuszonym do naruszenia swojej etyki, kiedy bronisz winnych przestępców? — to pytanie jest mi zadawane przynajmniej raz w tygodniu”.

Nie jestem prawnikiem, co ujdzie. Niestety nie jestem też młody, co bardziej mnie trapi, ale rzuciłem się łapczywie na „Listy do młodego prawnika”, książkę słynnego Alana Dershowitza, i pochłonąłem ją z wielką satysfakcją. Mózg się grzał, zapisywałem w komórce cytaty i tropy, dyskutowałem sam ze sobą i z autorem.

Który — tu proszę o wybaczenie wszystkich znajomych i nieznajomych prawników — był dla mnie od lat symbolem patologii prawa. Proces stulecia, którego był gwiazdą jako architekt obrony O. J. Simpsona i który uczynił z niego — bez żadnej przesady — najsłynniejszego adwokata na świecie, dla mnie, laika, był ponurym żartem, kpiną ze sprawiedliwości. I im więcej czytałem i oglądałem o tym niezwykłym procesie, tym bardziej kręciłem z niedowierzaniem głową. A Alan Dershowitz stał się dla mnie symbolem cynizmu absolutnego. Cenionym — kiedy potrzebny był wybitny adwokat — i przez obrońców praw człowieka, i przez Donalda T.

Dlaczego więc sięgnąłem po jego książkę? No cóż, jak się uczyć, to od najlepszych, a przy całej mojej do niego niechęci nie miałem wątpliwości, że to umysł wybitny, wyjątkowy, a jak kto chce — genialny. On sam na pewno zgodzi się ze mną, bo jak jasno z „Listów” wynika, kocha się z wzajemnością i bardzo to uczucie szanuje. I ładnie się przedstawia: „Pracuję zbyt ciężko, obrażam zbyt wielu ludzi, wywołuję zbyt dużo kontrowersji i jestem zbyt prowokacyjny. Słowem: generuję zbyt dużo hucpy”.

No dobra, złośliwości na bok. Wydane w oryginale w 2001 roku „Listy”, dopiero teraz trafiające do polskiego czytelnika, są ujętą w lekkiej, felietonowej formie sumą nie tylko prawniczych doświadczeń Dershowitza. Autor jasno podaje tematy listów — zagadnień: Ostrożnie dobieraj swoich bohaterów. Żyj namiętnościami swoich czasów. Miej listę dobrych wrogów. Nie rób tego, w czym jesteś najlepszy. Czy istnieje absolutna moralność? Czy dobry prawnik może być dobrym człowiekiem? Nie ryzykuj tym, czego masz za mało, aby zdobyć więcej tego, czego masz pod dostatkiem. Moralność adwokacka i inne oksymorony.

Pisze błyskotliwie, czasem obcesowo, zwięźle. Sama esencja: „Twój klient nie jest twoim przyjacielem, a twój przyjaciel nie powinien zostawać twoim klientem. Więzienne cele pękają w szwach od adwokatów, którzy błędnie uwierzyli, że czarujący łobuz, który płacił im wysokie sumy i opłacał drogie kolacje, stał się ich bliskim przyjacielem”.

„Nigdy nie wierzyłem, że istnieje odrębny język nazywany prawniczym. Uczę studentów, że autor dobrych pism prawniczych musi być po prostu dobrym pisarzem”. I Dershowitz nim jest.

Świetna, inspirująca rozrywka intelektualna, a dla prawników — nie tylko młodych — lektura, jak sądzę, obowiązkowa.

Przełożyli: Wojciech Bergier, Julian Bąkowski

Wydawnictwo C. H. Beck

Udostępnij:
7