Cóż za wspaniałe zaskoczenie! Błyskotliwie napisana mieszanka kryminału noir, powieści wojennej, historii szpiegowskiej i romansu, a nawet melodramatu. Jest napięcie, wielka historia, ślepy los i mnóstwo najlepszych tropów popkulturowych – od Hammetta, Chandlera i Hemingwaya, przez „Most na rzece Kwai”, Dennisa Lehane’a, Jamesa Ellroya, Murakamiego, po „Chinatown” Polańskiego. Wsiąkłem.
Mamy Hawaje, tuż przed atakiem Japończyków na Pearl Harbor. Joe McGrady, detektyw policji w Honolulu, weteran chińskich wojen, dostaje sprawę podwójnego, brutalnego morderstwa. Dosyć szybko okazuje się, że w sprawę zamieszani są bardzo wpływowi ludzie, a tropy wiodą do Hongkongu.
Kocham klimaty noir. Przeczytałem i obejrzałem tony klasyki, i zazwyczaj, gdy ktoś chce wchodzić w te rejony, a talentu bozia poskąpiła, wzruszam ramionami. W „Pięciu grudniach” składowe niby znamy, ale jak to jest świetnie wymieszane i świeżo podane! Dosyć szybko poddałem się czystej przyjemności czytania, atmosferze i realiom epoki. Zwłaszcza że po chwili nadeszły zaskakujące zwroty akcji i co kilkadziesiąt stron okazywało się, że to całkiem inna powieść, niż myślałem.
Jak mówi nasz bohater: „To dziwne, jak się sprawy układają. Wciąż trafiamy na maleńkie punkty zwrotne.” I te wszystkie „co by było, gdyby”, i żal za utraconym, i precyzyjnie dawkowane okrucieństwo wojny – nie dla epatowania, ale by czytelnik poczuł, że czasem musimy, naprawdę musimy zrobić coś, co na zawsze zmieni nasze życie, czego być może nigdy nie będziemy sobie mogli darować.
I są te grudnie tak subtelnie romantyczne, nostalgiczne, ale bez krztyny ckliwości. Uczucia i emocje wymierzone aptekarską miarą.
„James Kestrel” to pseudonim dobiegającego pięćdziesiątki Jonathana Moore’a – włóczykija i prawnika. Sześć napisanych pod własnym nazwiskiem powieści sensacyjnych nie odniosło oszałamiającego sukcesu. Wydawca, bojąc się małych zamówień od dystrybutorów na najnowszą książkę Moore’a, poradził sztuczkę z pseudonimem.
O dzięki ci, zmyślny wydawco, że mogłem się dać ponieść tej historii i tak się teraz miło kołyszę w melancholijnym nastroju.
Przełożył Maciej Szymański.
Dom Wydawniczy REBIS

