Skoro ukończyłem w piekielnych mękach nową powieść, to mogę podgonić z polecajkami, bo jakieś narzekania tu były w komentarzach, że ostatnio trochę się obijałem.
No to zacznijmy od „Mrocznej materii” na Apple TV, wg powieści Blake’a Croucha (gość od „Wayward Pines”), bardzo przyjemnego serialu dla fanów science fiction, ale takiego bez statków kosmicznych, ufoludków i strzelanek, za to spod znaku światów równoległych i dylematów naukowców. Oto profesor fizyki Jason Dessen zostaje porwany i budzi się w świecie równoległym. Nie zamierzam spojlerować, ale nie zaznacie szoku i niedowierzania, kiedy powiem Wam, że jest więcej niż jeden profesor Dessen, i mimo że są tacy sami, to nie są tacy sami.
No ja bardzo lubię w te klimaty o rozszczepionych rzeczywistościach, odkąd zobaczyłem „Przypadek” Kieślowskiego. Myśl o tym, że każda najdrobniejsza decyzja albo zbieg okoliczności może nas pchnąć w dwie różne strony, zawsze działała mi na wyobraźnię. I „Dark Matter” zaspokaja te moje potrzeby niezbyt wyrafinowanego mędrkowania. Nie jest to żadna wielka filozofia, tylko porządnie skrojony, niedługi (!!!), zamknięty w jednym sezonie (!!!) serial.
Plus Jennifer Connelly, którą wielbię od „Dawno temu w Ameryce”, Joel Edgerton, zamknięty w sobie, budujący nieustające napięcie, i Alice Braga, w której cioci Soni Bradze kochałem się w liceum. I bardzo fajne napięcia uczuciowe w tym trójkącie (a w zasadzie nie wiadomo w ilu kątach, no bo światy równoległe).
Mówiąc krótko, bardzo zacna, niegłupia rozrywka.

