Wolf Haas, „Luźny kontakt”

Niosę Wam świetną zabawę literacką w formie wesołego powieściowego czytadła. Czyli „Luźny kontakt” austriackiego pisarza Wolfa Haasa. Szczególnie zadowoleni będą miłośnicy wszelkich łamigłówek, zagadek, paradoksów i puzzli. No i wielbiciele powieści szkatułkowych, zabaw z konwencją i gatunkami. Dużo grzybów skojarzeniowych Wam wrzuciłem, ale ten barszcz pije się jak lemoniadę w upalny dzień.

A więc mamy Franza Eschera, samotnika, mówcę pogrzebowego. Nazwisko nieprzypadkowe, bowiem tak się nazywał holenderski malarz i grafik Maurits Cornelis Escher, znany z obrazów inspirowanych matematyką i wykorzystujący iluzje optyczne. Na jednej z jego prac dłoń rysuje drugą dłoń, która rysuje pierwszą dłoń, i puzzle z tym obrazem nasz powieściowy Escher dostaje na 18. urodziny. Od skądinąd urodziwej koleżanki, która tym przemyślanym żartem chce go zaciągnąć do łóżka, ale Franz przepuszcza okazję, bo jego umysłem zawładnęła układanka. Na tę noc i na całe życie.

O tym dowiadujemy się chwilę później, bo powieść zaczyna się w chwili gdy Franz czeka na elektryka. Oczekiwanie zabija lekturą. „Już od dawna czytał wyłącznie jeden rodzaj książek, za to z namiętnością porównywalną chyba tylko z tą do układania puzzli. Książki o mafii.” W tej najnowszej „chodziło o młodego obiecującego kryminalistę z Aspromonte, którego policja przekabaciła na świadka koronnego.” Miał na imię Elio.

Wszystko wygląda w miarę normalnie do momentu, kiedy śledząc historię Elio w powieści czytanej przez Eschera, orientujemy się, że Elio uczy się niemieckiego (bo ma dostać schronienie w Niemczech) czytając pożyczoną od współwięźnia powieść o mówcy pogrzebowym, który czeka na elektryka. I tak to się zaczyna, dwie splecione opowieści jak wstążki serowe, przyglądające się sobie nawzajem. Trochę jak dwa lustra ustawione naprzeciwko siebie. A jakby tego było mało, czekają nas wspaniałe przewrotki i odkrywanie sensu całości. Do tego nieustająca gra z czytelnikiem i samym procesem tworzenia opowieści.

Wolf Haas jest popularnym w ojczyźnie autorem kryminałów, znanym ze sprawnej narracji i poczucia humoru. W „Luźnym kontakcie” mamy jedno i drugie. Plus wspaniała zabawa językiem (np. gdy Elio zapamiętuje niemieckie słówka), co pięknie oddała tłumaczka Agnieszka Kowaluk.

Pyszota jak kulki Mozarta, Pischingery, czy te wiedeńskie przekładane kanapeczki od Trześniewskiego. Słodziutkie dla umysłu jak torcik Sachera, ale lżejsze. Smacznego i dobrej zabawy!

Wydawnictwo Filtry

Udostępnij:
7