Tak napisałem w blurbie (czyli polecajce na okładkę) książki „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem” Sylwii Czubkowskiej: „Miał być lepszy świat, a lądujemy w globalnym technofeudalizmie i zafałszowanej rzeczywistości. Stajemy się biomasą. Jednocześnie obserwujemy, jak nasz kraj staje się cyfrową kolonią. Tyle dobrego, że mamy wspaniałą przewodniczkę po tym zrytym uniwersum – Sylwię Czubkowską.”
Autorka to doświadczona dziennikarka gospodarcza – od lat, a w zasadzie przez całe swoje zawodowe życie, zajmuje się tzw. nowymi technologiami. Zdolność do syntezy udowodniła bardzo ciekawą książką „Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę”. Teraz poszła jeszcze szerzej.
Miały być latające samochody, roboty do wszystkiego, demokracja w każdym zakątku planety, powszechny dobrobyt, koniec głodu i suszy, ogólna szczęśliwość dzięki światłym technologiom… a mamy – no właśnie, co mamy?
„Wielka Technologia jest wielka – pisze Czubkowska – bo osiągnęła masę krytyczną, która pozwala jej coraz szybciej się toczyć i coraz sprawniej kruszyć wszystko, co napotka na swojej drodze. Model biznesowy firm technologicznych opiera się na zasobach niematerialnych, takich jak patenty, nasze dane czy nasza nieodpłatna praca na ich rzecz. W efekcie kolejni przedstawiciele Wielkiej Technologii przekształcają się w monopolistyczne platformy, co pozwala im czerpać znaczne korzyści finansowe z samego faktu bycia tak wielkimi.”
Czubkowska, mimo wszystko, nie traci nadziei. Uważa, że proces degradacji naszego świata za sprawą bóg techów można zahamować i odwrócić – o ile znajdą się wystarczająco światli i odważni przywódcy. Ja po przeczytaniu jej przeciekawej książki jestem większym pesymistą. Każdy czytelnik wyciągnie własne wnioski, natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to lektura absolutnie na czasie. Wydawnictwo mogłoby wysłać po egzemplarzu wszystkim posłom. Nawet jeśli przeczyta co dziesiąty – to już będzie coś.
Wydawnictwo Znak

