Obejrzałem na Max trzy sezony „Stamtąd” („From”) ciągiem i oświadczam, co następuje: nie pamiętam, kiedy coś mnie tak wciągnęło, że wybierałem najdłuższe kolejki, byle tylko stać i w spokoju gapić się w ekran. O nieustannym zamykaniu się w toalecie nawet nie wspomnę.
Na pewno miałem tak sto lat temu przy „Lost” i nie bez powodu ten serial przywołuję. „Stamtąd” to trochę tacy „Zagubieni” na nowe czasy — równie nieprawdopodobnie wciągająca fabuła i ten sam poziom nonsensu. Pytanie tylko, co z rozwiązaniem tajemnicy: czy będzie równie beznadziejne jak w „Lost”, czy twórcy staną na wysokości zadania i nas zaskoczą? A może w ogóle nie da się wyjść z tego mętliku znaczeń i zagadek? A nawet lepsze pytanie: czy sami twórcy wiedzą, dokąd zmierzają? Oba seriale łączy również znakomity Harold Perrineau, który w „Stamtąd” ponownie błyszczy.
No dobra, dla niezorientowanych. Do sennego miasteczka w środku lasu trafiają ludzie podróżujący po różnych zakątkach Ameryki. Kiedy próbują się z niego wydostać, odkrywają, że wszystkie drogi prowadzą nie tyle do Rzymu, co z powrotem do tego miasteczka. W którym — uwaga — nocami pojawiają się skądś nienaturalnie uśmiechnięci osobnicy płci obojga, polujący na ludzi i patroszący ich flaki.
Co to za potwory? Skąd wzięli się ci wszyscy ludzie w miasteczku? Według jakiego klucza się tam znaleźli? O co, kurde, w ogóle chodzi? Ucieszę Was — po trzech sezonach nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Natomiast wiem, że już mam zespół odstawienia i zimny pot oblewa mnie na wieść, że sezon nr 4 ma się pojawić dopiero w 2026 roku.
Trzy razy na odcinek powtarzałem sobie: „O Boże, jakie to jest w opór durne”. Co drugą scenę wyobrażałem sobie w wersji twórców „Strasznych filmów”, bo ten serial aż się prosi o parodie po bandzie. Czasem oglądałem na przyspieszonych obrotach, ale nie zmienia to faktu, że kiedy już ogarnął mnie pewien serialowy blaz, kiedy myślałem, że owszem, takie poważne produkcje nadal chętnie obejrzę, ale w tej „rozryweczce” wszystko już było, ile można, znowu to samo, zieeeew… Nagle wchodzą typy od „Stamtąd” i wyżerają mi mózg, a nawet flaki.

