„Żyjesz tu, teraz. Hic et nunc.
Masz jedno życie, jeden punkt.
Co zdążysz zrobić, to zostanie,
choćby ktoś inne mógł mieć zdanie.”
Oliver Burkeman nie cytuje słynnego czterowersu Czesława Miłosza w swojej nowej książce, choć mógłby. Cztery tygodnie dla ciebie. Sprawdź, jak znaleźć czas na to, co się liczy jest bezpośrednią kontynuacją Czterech tysięcy tygodni, dziełka, które skradło moją duszę i które Wam gorąco polecałem.
Pisałem: „Gdybym miał w jednym zdaniu powiedzieć, co mnie najbardziej trafiło, to przesłanie: J…ć FOMO! FOMO, czyli fear of missing out, strach, że coś Cię ominie. Moja wieczna obsesja, że życie jest gdzie indziej, że gdzieś tam trawa jest bardziej zielona. No jest. I co z tego? (…) Ta książka jest między innymi o tym, żeby olać wszystkie rady w stylu '6 rzeczy, które musisz zrobić przed śniadaniem, żeby coś tam, coś tam’, że przyszłość nie jest ziemią obiecaną, do której brniemy, zapominając o tu i teraz, że obsesja na punkcie wykorzystania czasu jest niszcząca. Że podejście 'kiedy wreszcie to zrobię, to wtedy…’ jest chorobą.”
A teraz Burkeman proponuje nam „odosobnienie dla umysłu”, rodzaj czterotygodniowej medytacji, po krótkim rozdziale na każdy dzień, wychodząc z założenia, że nigdy nie zapanujesz nad swoim życiem i kiedy to zrozumiesz, otworzą się całkiem znośne perspektywy. Przywołuje Anthony’ego de Mello, by zamiast dociekać, czy istnieje życie po śmierci, rozważyć, czy jest życie PRZED śmiercią. Żeby odpuszczać samemu sobie, pogodzić się z niedoskonałością własną oraz ulotnością i nieprzewidywalnością świata.
Nie zbawisz świata, nie musisz brać na barki wszystkich jego ciężarów, nie zostaniesz mistrzem wszystkiego. Zaakceptuj, że możesz zająć się kilkoma sprawami i to ani zbrodnia, ani grzech, a z niektórymi trudnościami nie uporasz się nigdy. Ot życie. W czasach, kiedy ze wszystkich stron bombardują Cię wzorami doskonałości, Burkeman mówi „pas” i proponuje zasadę imperfekcjonizmu. Twoje ograniczenia są Twoje i bardzo ludzkie, i masz do nich prawo. „Bycie człowiekiem oznacza po prostu, że nigdy nie osiągniemy takiego poziomu kontroli czy bezpieczeństwa, jakiego – we własnym mniemaniu – potrzebujemy, żeby pozostać przy zdrowych zmysłach. (…) Nie podsycam tu złudzenia, że któregoś dnia zdołasz narzucić rzeczywistości upragniony porządek; przeciwnie, przyjmuję za pewnik, że NIGDY sobie wszystkiego nie poukładasz.”
A kiedy zdacie sobie z tego sprawę, będzie to wyzwalające. Bo zamiast walczyć cały czas ze wszystkim, ścigając się z nierealistycznymi oczekiwaniami, będziecie mogli skupić się na paru kwestiach, które NAPRAWDĘ liczą się dla Was i nad którymi będziecie mogli jako tako zapanować. Tylko tyle i aż tyle. A Burkeman Wam w tym subtelnie pomoże, hojnie wyposażając w odniesienia do filozofii, psychologii i literatury pięknej.
I zakończę podobnie jak zakończyłem uwagi o Czterech tysiącach tygodni: Nie chcę Was przekonywać, że Cztery tygodnie to krynica wszelkich mądrości. Nie. To przyjemna książka napisana przez inteligentnego, zdroworozsądkowego gościa, która trafiła na zmęczonego wierzgającym życiem czytelnika i trochę rozświetliła horyzont, przypominając parę ważnych spraw w czasach lęku i mroku. Tylko tyle i aż tyle.
Przełożyła Olga Siara.
Wydawnictwo Insignis

