Nino Haratischwili, „Coraz mniej światła”

Nino Haratischwili wraca w wielkim stylu. Precyzyjnie skonstruowany dramat, przenikliwa psychologia i jej niebywały talent do opowiadania splatają się w piękną, a zarazem okrutną historię o straconym pokoleniu gruzińskiej niepodległości. Kobiety, które przeżyły tamten czas, wspominają otchłań, w którą mężczyźni pchnęli cały kraj, świat, w którym wszyscy byli jednocześnie zdrajcami i zdradzanymi.

Na mało którą powieść czekałem tak bardzo. Pierwsza lektura Ósmego życia, pisanej po niemiecku sagi gruzińskiej autorki, była jednym z najwspanialszych doświadczeń czytelniczych mojego życia. Nie mogłem uwierzyć, że tę poruszającą, okrutną i piękną książkę napisała ledwie trzydziestolatka – tyle było w niej zrozumienia i mądrości, które zwykle przychodzą z wiekiem i nadmiarem doświadczeń. Teraz Coraz mniej światła sprawia wrażenie, jakby autorka opowiadała o swoim dzieciństwie, choć urodziła się dekadę później niż jej bohaterki.

W Ósmym życiu Haratischwili prowadziła nas przez cały XX wiek. W Coraz mniej światła historia rozgrywa się między rokiem 1987 a 2019, kiedy trzy przyjaciółki – Keto, Ira i Nene – spotykają się w Brukseli na wernisażu fotografii czwartej z nich, Diny. To ona, najodważniejsza, „w ostatnim roku tego ołowianego, chorego i ledwo dyszącego stulecia miała zakończyć życie na stryczku skleconym z linki gimnastycznej”.

Autorka, ceniona również jako reżyserka teatralna, stosuje znakomity zabieg narracyjny: każde zdjęcie z wystawy w Brukseli uruchamia wspomnienia. Sielskie dzieciństwo zmienia się w kronikę zapowiedzianej śmierci, a współczesne rozmowy przyjaciółek stają się bolesną psychodramą. Początek powieści przywołuje skojarzenia z Genialną przyjaciółką, lecz im dalej, tym bardziej dominuje styl znany z Brilki – nierozerwalne splecenie piękna i okrucieństwa, mrok i intensywność.

„Tak bardzo przywykłem do śmierci / Aż dziw, że sam jeszcze żyję” – tymi słowami gruziński poeta Terenti Graneli, który zmarł młodo, otwiera książkę jako jej motto.

„Oto stoimy tutaj, nasze trio, które zdołało uciec… My, ocalone, które próbują dalej żyć w imieniu tych wszystkich, którym to nie było dane” – mówi narratorka Keto. Opowiada o wkraczaniu w dorosłość z krwią i czołgami na ulicach, o niepodległości, która stała się zagładą, o dziewczynach, które chciały kochać, a stały się towarem, i chłopakach, którzy chcieli walczyć, lecz ginęli lub degenerowali się. „To były nasze czasy, innych nie dostaniemy. Musieliśmy żyć bez tylnych drzwi”.

Podstawowe pytanie powieści brzmi: dlaczego nas to spotkało? Odpowiedź: bo my, kobiety, to wytrzymamy. Coraz mniej światła to wielki krzyk kobiet – mroczna, bolesna, a jednocześnie piękna opowieść, którą tylko Nino Haratischwili mogła napisać.

Przełożyła Irena Dębek.

Wydawnictwo Otwarte

Udostępnij:
7