Istota tej książki zawarta jest w motcie pożyczonym od astronauty Edgara D. Mitchella, uczestnika misji Apollo 14: „W mgnieniu oka uzyskuje się globalną świadomość, nastawienie na ludzi, głębokie niezadowolenie z powodu stanu, w jakim znajduje się świat, a także silne pragnienie zrobienia czegoś z tym wszystkim. Stamtąd, z powierzchni Księżyca, polityka międzynarodowa zdaje się taka małostkowa. Chce się złapać polityka za kark, przeciągnąć go te ćwierć miliona mil i powiedzieć mu: Popatrz na to s…synu”.
To książka niepoprawnego idealisty.
Gwiezdnego posłańca. Naszą cywilizację z perspektywy kosmicznej napisał Neil deGrasse Tyson, wybitny astrofizyk, dyrektor Planetarium Haydena przy nowojorskim Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej, popularyzator nauki (narrator wspaniałego telewizyjnego Kosmosu, kontynuacji dzieła Carla Sagana) i autor wielu popularnonaukowych bestsellerów, w tym Astrofizyki dla zabieganych. No i nie zapominajmy, że pojawił się w Big Bang Theory!
Jak pisze we wstępie, tłumacząc koncept Gwiezdnego posłańca: „Kosmici odgrywają u mnie rolę bezstronnych obserwatorów naszych tajemniczych zwyczajów i uwypuklają niekonsekwencję, hipokryzję, oraz okazjonalną głupotę naszego życia.” Zamysł tyleż prosty i chwytliwy, co kontrowersyjny. Bo to trochę jak z koncepcją Boga. Jest projekcją naszych umysłów. Ok, dla ludzi, którzy z nim rozmawiają, tak nie jest, a dla podobnych mnie tak jest. Więc obiektywni i zdystansowani kosmici Tysona są romantyczno-idealistyczną projekcją autora w jego marzeniach o lepszym świecie. I to jest dobre, jakby powiedział sam Pan.
Nie kpię. W czasach totalnej polaryzacji w każdej możliwej dziedzinie, oburzu jako sposobu ekspresji i walki o swoje miejsce, krzyku i zacietrzewienia, ta książka jest jak intelektualny balsam, hołd dla racjonalnego i spokojnego rozumu, przypomnienie, że wszyscy jesteśmy ludźmi i nie musimy się niszczyć.
Niektórzy powiedzą, że jest naiwna i pewnie jest. Ale nawet cynik zaśmieje się z rozlicznych anegdot opowiadających np. dlaczego kasyna tracą na wizytach fizyków, bo całość, jak to u Tysona, jest świetnie i wciągająco napisana. I dobrze przeczytać, że „być może granica pomiędzy pięknem i brzydotą zależy od tego, czy coś może wyrządzić nam krzywdę”.
Wydawnictwo Insignis

