Kiedy dostałem maszynopis książki Iwony Szelezińskiej Bombaj / Mumbaj. Podszepty miasta, poczułem lekkie, bezinteresowne ukłucie zazdrości. Aż odsuwałem od siebie rozpoczęcie lektury. Ale kiedy poczytałem, napisałem taką polecajkę na okładkę: „Dla wszystkich, którzy tak jak ja pokochali Shantaram, lektura obowiązkowa. Wzruszycie się i zachwycicie, gdy ożyją ludzie i miejsca z tej arcypowieści. A dla zafascynowanych Bombajem i myślących o tym mieście – czysta przyjemność czytelniczo-podróżnicza.”
No więc skąd ta zazdrość? Ano stąd, że miałem absolutnego hopla na punkcie Shantaram, nadal uważam, że przy wszystkich swoich ułomnościach (te wtręty filozoficzne) jest bajeczną lekturą, na którą miłośnicy powieści czekają czasem całe życie. Swego czasu czytałem wszystko, co wiązało się z powieścią i jej autorem, Gregorym Davidem Robertsem, ale nigdy nie pojechałem do Indii.
A Iwona Szelezińska i owszem, i to nie raz, bo całe swoje zawodowe życie związała z tym krajem. I trudno sobie wyobrazić bardziej kompetentną osobę do napisania takiej książki jak Bombaj / Mumbaj. I chwała przypadkowi (nie ma przypadków), że któregoś dnia do grupy turystów pilotowanych przez Iwonę trafiła Hanna Grudzińska, szefowa wydawnictwa Marginesy, które publikowało Shantaram, i gdy trafiły razem do legendarnego „Leopolda”, Hanna wpadła na pomysł, by Iwona napisała książkę zainspirowaną miejscami z Shantaram.
I powstała super książka. Wiedziałem, że powieść Robertsa jest mocno inspirowana jego życiem, ale nie miałem pojęcia do jakiego stopnia i ilu prawdziwych ludzi da się odnaleźć, co uczyniła autorka. O miejscach i ich historiach już nawet nie wspominam. Ale Szelezińska wychodząc od Shantaram, pofrunęła na skrzydłach fascynacji Indiami i Bombajem, wiedzy o nich i dała wspaniały, plastyczny, bogaty obraz miasta i ludzi.
I gdy w końcu polecę do Indii, na pewno będę miał w plecaku egzemplarz jej książki.
Wydawnictwo Marginesy

