Po świetnej „Zieleni” Małgorzaty Oliwii Sobczak, która ukazała się jesienią ubiegłego roku napisałem, że „nie mam pytań. Znaczy mam; kiedy następny kolor zła?”, bo po „Czerwieni”, „Czerni”, „Bieli”, „Żółci” i „Błękicie” był to już szósty tom rewelacyjnej serii sopockiej autorki. No i minęło parę miesięcy i bach!, mamy „Fiolet”. Sobczak nie tylko opisuje efektowne morderstwa, ale i narzuciła sobie mordercze tempo pracy. W jej wypadku sukces uskrzydla i daje turbo napęd.
Od razu odpowiadam na pytanie pojawiające się za każdym razem, gdy polecam nowy kolor, a polecałem wszystkie, od samiutkiego początku: czy można zacząć od najnowszej powieści czy trzeba po kolei? Można zacząć od „Fioletu”, bo każdy kolor to osobna historia i za każdym razem autorka w sprawny sposób przedstawia bohaterów, by nowy czytelnik nie czuł się zagubiony. Ale oczywiście jakaś kontynuacja jest, choćby w relacji dwójki głównych postaci, prokuratorów Anny Górskiej i Leopolda Bilskiego, siły napędowej cyklu. Więc namawiam do sięgnięcia po rozpoczynającą serię kapitalną „Czerwień” i udanie się w podróż przez kolejne tomy. Czyta się błyskawicznie, więc i tak dopadnie Was niedosyt.
„Fiolet” przynosi świetne scenariuszowe szarpnięcie, a mianowicie nasi ulubieni prokuratorzy są w separacji i Górska jeździ po Bilskim jak po łysej kobyle, a przez błąd dyżurnego muszą razem prowadzić śledztwo. Czy będą w stanie współpracować? Proste, a smaczne, zwłaszcza dla czytelników znających ich całą historię. „Zawsze miał w sobie to cholerne poczucie przyzwoitości, które kiedyś tak kochała, a w ostatnim okresie ich wspólnego życia zdążyła znienawidzić.”
Tym razem zaczynamy od zastrzelenia uprowadzonej w Sopocie i więzionej 30-latki. Ślady prowadzą w przeszłość, do trójmiejskiego domu dziecka. Pozornie niepowiązane wątki będą się układać jak puzzle. Sobczak jest mistrzynią dokumentacji i budowy tła. We „Fiolecie” istotną rolę gra psychogenna utrata wzroku – „bez fizycznego uszkodzenia oczu na skutek traumatycznego wydarzenia, jakim był wypadek.” Plus tematyka uprowadzeń i placówek opiekuńczych dla dzieci. I Trójmiasto, wiadomix. Plus jak zawsze dobra psychologia. Polecam końcowe podziękowania autorki, bo sporo tam ciekawej pisarskiej kuchni.
I uważam, że Małgorzata Oliwia Sobczak powinna zaszaleć i następny tom nazwać „Gumiguta” albo „Caput Mortuum”.
A teraz cieszcie się „Fioletem”!
Wydawnictwo W.A.B.

