Na fali oszałamiającego sukcesu „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak wznowiono jej biografię Antoniego Słonimskiego „Heretyk na ambonie”. Wspaniała jest to książka – z dwóch podstawowych względów.
Po pierwsze, jest świetnie napisana. Wydawało mi się, że temat jest mi znany, bo i o Słonimskim wiele mówiono w moim rodzinnym domu, i historią najnowszą Polski się interesuję. Pewnie bym po nią nie sięgnął, gdyby nie rytuał kupowania książek w mojej ulubionej księgarni Współczesnej w Mrągowie. Nawet kiedy niczego mi nie potrzeba, najpierw lody w Igloo, a potem jakaś książka za ścianą.
No i nie mogłem się oderwać – pochłaniałem stronę za stroną, zamęczałem żonę i przyjaciela cytatami, tropami, pytaniami. Autorka zebrała tony materiałów i mistrzowsko je podała. Widać bogactwo źródeł, ale nie przytłaczają; napędzana anegdotami narracja mknie jak riposty Słonimskiego. Bohaterowie są wielowymiarowi, a czasy skomplikowane. Z tym wiąże się drugi wielki atut „Heretyka”.
Jest to książka niezwykle uczciwa. Posłużę się eufemizmem, jeśli powiem, że ścieżki pana Antoniego były kręte, a on sam wzbudzał tyleż uwielbienia, co głębokiej niechęci. Wydaje się, że autorka żywi ciepłe uczucia do swojego bohatera, ale go nie lukruje, w związku z czym to od czytelnika zależy, z jakim obrazem autora „Alarmu” pozostanie. Wybitny poeta, urodzony liberał, ojciec chrzestny demokratycznej opozycji, autorytet moralny, ikona polskiej kultury, sumienie polskiej inteligencji. I jednocześnie oportunista wiecznie szukający poklasku, szybki, ale płytki umysł skupiony przede wszystkim na sobie, nieznośny moralizator przekonany o własnej nieomylności, mimo że zazwyczaj się mylił; zręczny felietonista uważający się za kaznodzieję. „Piękna biografia pana Antoniego” według Adama Michnika versus „cóż za szmata pod pozorami literata” według Mariana Hemara. I wszystko to, co pomiędzy.
Do tego plejada imponujących postaci polskiej kultury i polityki kilku dziesięcioleci, zagmatwane życiorysy, niemożliwe wybory, wielkie talenty, osobowości i dramaty, a także małe kompromisy i podłości. Wszystko to rezonuje do dziś w polskich sporach.
Mało kto krytykował Słonimskiego tak ostro i brutalnie jak jego były przyjaciel Jan Lechoń. Trzy lata przed samobójczą śmiercią na emigracji zanotował w dzienniku: „W nocy przez sen wiersze Słonimskiego dławiące mnie wzruszeniem jakby ożyły we mnie.” 35 lat po śmierci Lechonia jego prochy zostały sprowadzone do Polski i złożone na cmentarzu w podwarszawskich Laskach – kilkadziesiąt metrów od grobu Słonimskiego.
Wspaniała jest to książka.

