To książka tak bardzo dla mnie, dlatego, że kompletnie nie dla mnie, czyli właśnie dlatego dla mnie.
Bo ja jestem człowiek napinka, ze skłonnościami do barokowej przesady, albo, jak to ujął pewien kumpel, w poprzednim wcieleniu musiałem mieszkać na Bałkanach i srogo się bawić. Albo w Gruzji. A po zabawie się stresować. Cały ja. Ale prawem kontrastu zawsze pociągała mnie prostota skandynawskiej architektury, genialność połączenia kulki ryżu i kawałka surowej ryby i pisarze, którzy dawkują słowa.
I jestem antytargetem wszelkiej maści poradników duchowych, życiowych, lajfstajlowych. Ale czasem potrafi mnie zwabić tekst o kilkudziesięciu drobnych krokach, które polepszą moje życie, a raczej tę jedną trzecią, która mi została, i dodadzą parę gramów sensu do chaosu dookoła. Po przeczytaniu okazuje się, że zastosuję dwie korekty, ale przynajmniej fajnie mi się czytało, no i jednak dwie zmiany wprowadziłem.
I przykładem takiego tekstu jest książka „Odpuść. 50 lekcji minimalizmu japońskiego, dzięki którym zaznasz prawdziwej wolności”. Autor, Daisuke Yosumi, niegdyś topowy producent muzyczny w japońskim Warnerze, u szczytu kariery rzucił wszystko w diabły, wyjechał do Nowej Zelandii i zaszył się w lesie nad jeziorem.
To nie jest książka o porządkowaniu szaf i spaniu na podłodze. Yosumi pisze o odpuszczaniu tego, co przestało służyć: o toksycznych relacjach, presji udowadniania czegoś innym, wielozadaniowości, zadręczaniu siebie wewnętrznymi monologami, o wszechogarniającym nas nadmiarze. Całość podzielona jest na kilka części: pieniądze i przedmioty, praca, zdrowie i nastawienie do życia, relacje, styl życia. Siła książki tkwi w prostocie i konkretności rad. Każdy podrozdział to wykonalne zadania, a nie esej filozoficzny.
Świetna propozycja dla zmęczonych ludzi, którzy mają poczucie, że wszystkiego jest za dużo. Pisze to wam wielozadaniowiec, uzależniony od telefonu i na zakupach w sklepie zawsze wrzucający za dużo do koszyka. Może po przeczytaniu Yosumiego wezmę sobie tylko kilka rad do serca, ale pomyślę o wszystkich. I to już jest coś.
Tylko nie czytajcie naraz. Łyżeczkami. Jak minimalizm, to minimalizm.
Przełożyła Agata Sadza
Wydawnictwo Naukowe PWN

