Już dedykacja pamięci „żołnierzy amerykańskich, którzy niepotrzebnie polegli za wolność Europy” intryguje. We wspaniałym i strasznym, budzącym odrazę i zachwyt Kaputt Malaparte opisywał front wschodni II wojny światowej z perspektywy niemieckiej. W Skórze daje obraz Włoch po lądowaniu Amerykanów w 1943 roku. Neapol, targany zarazą, przypomina postapokaliptyczny film, a w opisywaniu apokalipsy Malaparte nie ma sobie równych.
„Kiedy szedłem z pułkownikiem Hamiltonem, sam sobie wydawałem się zadziwiająco śmieszny w moim angielskim mundurze.(…) Trzeba przyznać: dobrze się dla nas skończyła ta głupia wojna. Nie mogła z pewnością skończyć się lepiej. Nasza miłość własna pokonanych żołnierzy była bezpieczna: walczyliśmy już u boku aliantów, żeby wygrać z nimi wojnę po tym jak przegraliśmy własną, tak więc naturalny wydawał się fakt, że byliśmy odziani w mundury alianckich żołnierzy, których sami zamordowaliśmy.” – w tym fragmencie jest cały Malaparte, uwodzący i odpychający, człowiek nieskończonej ilości sprzeczności, dwuznaczności i rozpadlin, o czym pisze w posłowiu tłumacz Skóry Jarosław Mikołajewski.
Wszystko w nim jest nieoczywiste. „Dobrze zadomowiony w kręgach faszystowskich – pisze Mikołajewski – jest równocześnie cenionym współpracownikiem duchowego przewodnika całego pokolenia młodych włoskich komunistów Piera Gobettiego, który określa go jako ‘najmocniejsze pióro faszyzmu’, a równocześnie jako wroga”.
Odejdzie od faszyzmu, faszyści skażą go na zesłanie, potem pozwolą mu redagować i pisać, Niemcy odeślą go z frontu jako podejrzanego, zostanie aresztowany, najpierw przez faszystów, potem przez Amerykanów, którym zacznie służyć, by jeszcze później zafascynować się komunizmem. Na łożu przedwczesnej śmierci, ten po niemieckim ojcu protestant przejdzie na katolicyzm i dla równowagi zostanie członkiem Włoskiej Partii Komunistycznej.
Dla jednych oportunista, dla innych kabotyn, megaloman, pornograf śmierci i makabry, kronikarz apokalipsy, mitoman, dandys, wieszcz końca świata, wierzący, że cierpienie jest drogą do zbawienia, zawsze jakoś idący własną drogą, ekstrawagancki i niezależny. Mikołajewski pisze o jego „rozchybotanej integralności”. Wywoływał zawsze skrajne emocje, za granicą bardziej doceniany niż w ojczyźnie, o większości jego krytyków mało kto dzisiaj pamięta, a Malapartego odkrywają kolejne pokolenia zdumionych czytelników. Milan Kundera nazwie Skórę arcypowieścią, a jej autora postawi obok Rabelais’go i Felliniego.
Wydawnictwo W.A.B.

