„Biała odwaga”

„Biała odwaga” Marcina Koszałki to znakomite kino, po prostu.

Emocje wzbudza kontekst historyczny: to fabularna opowieść o tzw. Goralenvolku, wymyślonym przez hitlerowców narodzie góralskim i wynikającej z tego kolaboracji części mieszkańców Podhala z Niemcami w czasie II wojny światowej. Sam pomysł zrobienia filmu wzbudzał protesty: „a po co jątrzyć rany, na co to komu, wszystko zostało powiedziane”. To nieprawda. Są oczywiście teksty, jak np. bogata w wiedzę książka „Goralenvolk. Historia zdrady” Wojciecha Szatkowskiego, wnuka Henryka Szatkowskiego, jednego z przywódców Goralenvolku. Ale w przestrzeni publicznej temat nie istniał, w szkołach nie uczono, a po wojnie komuniści szybko zamietli temat pod dywan, by budować kiczowaty obrazek szczęśliwej góralszczyzny. Tylko czasem na weselach — jak opowiadają — kiedy chłopy popiły, padały wyzwiska: kto co robił za Niemca. Bo wszyscy wiedzieli i pamiętali.

Ale „Biała odwaga” to przede wszystkim świetnie napisana opowieść o ludzkich namiętnościach, wyborach, dramatach. Zaczyn jak z klasycznego eposu. Oto mamy dwóch braci: Jędrek, taternik-ryzykant („jak miastowi”, kręcą niektórzy nosem), zakochany w Bronce, dziewczynie z możniejszego rodu, i starszego Maćka, typ odpowiedzialnego gospodarza. Ojciec Bronki decyduje, że połączy rody, ale dziewczyna ma wyjść za tego poważnego. Zaczyna się rodzinny dramat.

Wraz ze zbliżającą się wojną pojawia się na Podhalu niemiecki naukowiec — alpinista Wolfram, który przekonuje zranionego Jędrka do współpracy. Na początku etnograficzno-wspinaczkowej, która wraz z atakiem Niemiec na Polskę przeradza się w budowę Goralenvolku. Brat staje przeciw bratu.

„Biała odwaga” trzyma w napięciu jak najlepszy thriller. Jest obłędnie sfilmowana — to jeden z najpiękniejszych filmów „górskich”, jakie widziałem. Szczegóły są dopieszczone, zwróćcie uwagę na kompozycje kadrów jak z klasycznego malarstwa. Reżyseria — petarda. Gra aktorska — takoż. Uczciwość historyczna zapewniona, ale też uczciwość wobec bohaterów. To naprawdę jest dramat, w tym sensie, że rozumiemy sprzeczne racje bohaterów, nawet jeśli wybierają źle.

Jest mądrze, emocjonalnie i precyzyjnie — łapie za trzewia.

Udostępnij:
7