Na SkyShowtime leci amerykański serial szpiegowski „Agencja”, remake francuskiego „Biura szpiegów”. Dla mnie super, bo co prawda nie obejrzałem żadnego odcinka nowej wersji, ale przy okazji Sky wrzucił francuski oryginał, a zeznaję Wam pod przysięgą, że to najlepszy serial szpiegowski, jaki widziałem w życiu.
Oglądałem go w latach 2015–2020, kiedy wchodziło kolejne pięć sezonów, i niczego lepszego od tej pory nie widziałem. Mówię o serialu czysto szpiegowskim, nie o akcyjniaku czy skądinąd świetnych mieszankach gatunkowych jak „Fauda” czy „Homeland”.
„Biuro szpiegów” spowodowało lawinę aplikacji młodych Francuzów do pracy w służbach i zupełnie im się nie dziwię. W „Biurze” mało się strzela, za to dużo rozmawia i jeszcze więcej myśli. Intrygi są misterne i wielopiętrowe, sojusze zmienne, mało jest czerni i bieli, relacje międzyludzkie pogłębione i pokręcone, dramaty uczuciowe chwytają za serce, wątków jest wiele i wszystkie logicznie powiązane.
Wspaniała jest minimalistyczna gra aktorska Mathieu Kassovitza w roli głównej — ta jego twarz, pod którą kłębią się uczucia, i zastanawiasz się, jakie co ma wielkie znaczenie dla wydarzeń. Ale cała obsada aktorska frunie pięknie, osobne westchnienie zostawiam dla Zineb Triki w roli Nadii. A Kassovitz piękną drogę przebył od „Nienawiści”, którą swoją drogą ostatnio na nowo wypuszczono.
Twórcą („showrunnerem”) „Biura szpiegów” jest Eric Rochant, reżyser filmu, który dawno, dawno temu wzruszył moją młodzieńczą duszyczkę — „Un monde sans pitié” („Świat bez litości”). Czy jest na sali jakiś frankofil, który pamięta z tego filmu gaszenie wieży Eiffla?
A wszystkim spragnionym inteligentnej, wyrafinowanej, perwersyjnej rozrywki szpiegowskiej polecam „Biuro szpiegów” całym sercem i rozumem.

