Czasem dobrze mieć braki w wykształceniu, bo można dać się zaskoczyć. Przyznaję bez bicia, że nie słyszałem o Daphne du Maurier. Oczywiście widziałem, i to nie raz, Ptaki oraz Rebekę Hitchcocka, które mistrz nakręcił na podstawie odpowiednio opowiadania i powieści Angielki, ale o tym dowiedziałem się dopiero teraz – wcześniej nie zwracałem uwagi.
Kiedy zadzwoniła znajoma z wydawnictwa Albatros z pytaniem, czy zajrzałbym do du Maurier, nie eksplodowałem entuzjazmem. Urodzona w 1907 roku (zmarła w 1989) arystokratka, „pisarka romantyczna,” lubiąca wplatać zjawiska paranormalne, eklektycznie sięgała po grozę, romans, psychologię – trąciło mi to lekką ramotą, a przecież tyle nowych książek i autorów czeka na moim stosiku wstydu.
Pierwsze zdziwienie nadeszło, gdy zdecydowałem się zajrzeć do zbioru opowiadań z Ptakami na czele i nie mogłem go znaleźć, bo okazało się, że egzemplarz zwędziła szanowna małżonka i nie może się oderwać. Odzyskałem mienie, zajrzałem i przepadłem. Ostatnio syn zapytał mnie, jaki gatunek filmów najbardziej lubię. Odpowiedziałem, że gatunek nie ma znaczenia – jestem kulturowym wszystkożercą, byleby było dobre. W przypadku du Maurier trudno nawet zdefiniować gatunek, ale to bezsprzecznie jest bardzo dobre. Była mistrzynią budowania atmosfery, napięcia, gry na emocjach czytelnika, tworzenia postaci, a przede wszystkim znakomicie prowadziła narrację, czyli po prostu świetnie opowiadała.
Dałem się więc ponieść. Podziwiałem, jak w krótkich Ptakach (bardzo różnych od filmu) buduje klimat zagrożenia przechodzący w grozę – namacalnie wręcz czułem samotność bohatera. A przy Monte Verità zapiałem z zachwytu. Nie wiem, jak zdefiniować to długie opowiadanie – baśń o miłości, szukaniu celu i przeznaczeniu? Wiem tylko, że skończyłem je czytać o północy i nie mogłem zasnąć, nie tyle myśląc o „górze prawdy,” co silnie ją czując. Przedziwny i bardzo ciekawy stan. A samo opowiadanie – perełka.
Po Rebekę sięgałem już, przebierając palcami – czytam, zachwycam się i cieszę jak bóbr na widok wierzby, bo przede mną jeszcze dużo du Maurier. No i truskawka na torcie: cała seria pięknie wydana w twardych okładkach i obwolutach. Oprawa godna wnętrza.
Wydawnictwo Albatros

