Siddharatt Kara, „Krwawy kobalt. O tym jak krew Kongijczyków zasila nasza codzienność”

Ta książka dotyczy każdego z Was, bo praktycznie każdy z nas używa smartfona, laptopa, tableta. Każdy z nas słyszy, że pojazdy elektryczne są lepszą przyszłością. I w każdym z tych urządzeń jest kawałek piekła, bo pracują dzięki bateriom litowo-jonowym, a żeby je wyprodukować, potrzebny jest kobalt.

Większość światowych złóż kobaltu znajduje się w państwie upadłym – Kongo, dawnym Zairze. A wydobycie tego surowca to niezmierzone cierpienie ludzi, w tym zatrważającej liczby dzieci, to niekończące się wojny i świat rozmaitych formacji o wzniosłych nazwach, których jedynym prawdziwym napędem jest chciwość, a celem kontrola i eksport cennego surowca.

I są międzynarodowe korporacje, które czerpią z tego zysk i praktycznie cały świat, który wie, co się dzieje, ale albo udaje, że nie wie, albo nie ma pomysłu na zaradzenie złu. I tak to się toczy.

I o tym świecie mocną książkę – Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność – napisał Siddharth Kara, dziennikarz, badacz i aktywista zajmujący się współczesnym niewolnictwem. Łączy akademickie, szerokie spojrzenie z reporterską wrażliwością, opowieść o przeklętym kraju z historiami konkretnych ludzi. I o gigantycznej hipokryzji, bo wszyscy wielcy gracze zasypują świat komunikatami o rygorystycznych procedurach, którymi się kierują przy pozyskiwaniu surowców, oraz o prawach człowieka, którym rzekomo hołdują. I o tym, jak Chiny już lata temu zrozumiały, że przyszłość należy do baterii elektrycznych, organizując swoje łańcuchy dostaw, podczas gdy Zachód nie ma na to odpowiedzi – za to wiele za uszami. W tej opowieści, jak w soczewce, splatają się fundamentalne problemy dzisiejszego świata.

Jeśli staracie się od czasu do czasu przeczytać dobrą książkę reportażową, jakościową literaturę faktu, która skłoni Was do refleksji i odsłoni przed Wami świat, o którym nie mieliście pojęcia, to właśnie macie ją przed sobą.

Wydawnictwo W.A.B.

Udostępnij:
7