Annette Herzog, „Sztorm w sercu. W sercu sztorm”

Miłość, ach to ty! Jakie to cudo i koszmar, gdy ma się 14 lat! I jak cudowny jest ten duński komiks o cudzie i koszmarze każdego nastolatka. O dojrzewaniu, przemianie, relacjach rówieśniczych i tych z rodzicami, o bólu istnienia i duszącym wstydzie przed innymi. Ale przede wszystkim o odbierającym dech uczuciu.

Ona i on, Viola i Storm, to samo uczucie, a jednak inaczej przeżywane. Dwie wersje, które można poznawać w dowolnej kolejności, zaczynając od jednej bądź drugiej okładki powieści graficznej, by spotkać się pośrodku. Prosty greps, a jakże skuteczny. A w środku pięknie, empatycznie napisana przez Annette Herzog historia i równie ładnie zilustrowana, dla dodatkowego smaku, przez kobietę, Katrine Clante, i mężczyznę, Rasmusa Bregnhoia, przetłumaczona ze smakiem przez Edytę Stępkowską.

Czegóż tam nie ma! Oczywiście love story na pierwszym miejscu, podana z humorem, wyczuciem nastoletniej wrażliwości, ale w sensie formalnym to fantastyczny misz-masz. Kolaże, cytaty, piosenki, nawet planszówka, mądrości filozofów i odniesienia do klasyki literatury. Meda, Eneida, Cierpienia młodego Wertera, Anna Karenina, Romeo i Julia i Zmierzch, a Owidiusz spiera się z Arystotelesem, a Freud walczy z Lennonem. Perełka. Mnóstwo perełek.

Są rozmowy o seksie, antykoncepcji i ciąży, o tym, jak się ma uczucie do popędu, o ważkach i ptaszkach, testosteronie i dopaminie, rozmiarze penisa i orgazmie, o tym, że miłość była i jest taka sama, ale zmieniają się normy, że to samo uczucie inaczej wyrażane jest w Argentynie i Kambodży, ale przecież zawsze chodzi o to samo, o ból w brzuchu, lęk i ekstazę, że na przemian chcemy fruwać i zakopać się pod kołdrą.

I my, biedni rodzice z tymi swoimi „czas leczy rany”, „ja w twoim wieku” i o tym, że jednak rozmowa jest dobra na wszystko. Więc drodzy starzy, kupcie swoim młodym (myślę, że to taka lektura 12+, ale sami zdecydujecie), przeczytajcie, powspominajcie, a jak syn albo córka przeczyta – pogadajcie.

Wydawnictwo Druganoga

Udostępnij:
7