Nie będę oryginalny: czteroodcinkowy brytyjski serial „Dojrzewanie” („Adolescence”), wymyślony przez grającego rolę ojca Stephena Grahama, rozwalił mnie i zachwycił. Chciałem wyć z rozpaczy i byłem oszołomiony realizacją oraz grą aktorską. To jest po prostu arcydzieło i piszę o tym tylko dlatego, że może uchowali się wśród Was tacy, którzy „Dojrzewania” nie widzieli albo o nim nie słyszeli. Czekają Was bolesne i wielkie cztery godziny.
Widziałem wcześniej filmy o zbrodniach popełnionych przez nastolatków, ale czegoś takiego – nigdy. Normalna, kochająca się rodzina, i nagle kończy się świat. Zostają pytania rodziców: co zrobiliśmy nie tak? Co by było, gdyby…? Musiałem wciskać pauzę co kilkanaście minut, bo skręcało mnie z bólu.
Widziałem również wcześniej filmy nakręcone w jednym ujęciu, doceniałem kunszt artystyczny takiego rozwiązania, ale traktowałem je trochę jako sztukę dla sztuki. W „Dojrzewaniu” każdy odcinek jest jednym godzinnym ujęciem i ma to najgłębsze uzasadnienie dla budowania opowieści. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, jakiej dyscypliny i planowania wymagało przygotowanie zdjęć. Coś nieprawdopodobnego.
No i aktorzy. W zasadzie każda rola jest znakomita. Jakiej inteligencji aktorskiej wymagała praca w tym serialu! Ale to, co wyczynia młodziutki Owen Cooper, jest poza skalą – po prostu brak mi słów.
Do obejrzenia na Netflixie.

