To się staje powoli nudne i irytujące, bo Małgorzata Oliwia Sobczak napisała kolejny świetny kryminał. Jest dziewczyna w ciągu, nie ma dwóch zdań. W zeszłym roku, po dłuższej przerwie, wróciła do cyklu „Kolory zła” i ofiarowała czytelnikom znakomitą „Żółć”, a teraz kolejna wspaniała wieść dla fanów takich jak ja – do księgarń wkracza „Błękit”. I co najważniejsze, trzyma jakość.
Mamy rok 2019 i do domu nie wraca Nela Soba – właśnie dostała się na medycynę, wzorowa uczennica, niesprawiająca kłopotów córka, duma (rozwiedzionych) rodziców. Jej ciało zostaje znalezione niedaleko domu, w Lasach Oliwskich. Gdy prokurator Leopold Bilski bierze się za sprawę i widzi przed sobą same ślepe uliczki, Anna Górska, jego ukochana i niebawem matka ich dziecka, szykuje się do urlopu macierzyńskiego i żegna się z prokuraturą. To właśnie ona dostrzega zadziwiające podobieństwo do sprawy z 1995 roku, gdy kilka kilometrów dalej zamordowano wzorową maturzystkę Karolinę Rewers…
Jest po Sobczakowemu: nieodkładalnie, solidnie zdokumentowane (tym razem autorka wnikliwie pochyliła się nad ekologią sądową i autyzmem), napisane z pasją, która udziela się czytelnikowi. Jest mrok i dyskretne poczucie humoru. No i ta miłość do Trójmiasta, z Sopotem na czele – na punkcie którego Sobczak ma hopla i to widać, słychać i czuć.
Ale „Błękit” to też opowieść o największym koszmarze każdego rodzica – gdy dziecko odchodzi przed Tobą. O świecie, który w sekundę zmienia się na zawsze, i o latach, które upłyną, a Ty wciąż będziesz się zastanawiać, co by było, gdyby. O stracie, której nigdy nie da się wypełnić. Mocne są to strony.
Sobczak zainspirowała się prawdziwą historią z Trójmiasta sprzed lat, o czym pisze w posłowiu. Pochłonąłem „Błękit” w dwa wieczory, a potem nocą siedziałem w internecie, czytając o tamtej sprawie. Pewnie wielu z Was zrobi to samo.
I czekam na kolejny kolor.
wydawnictwo WAB

