O, jakie to jest dobre! Moja satysfakcja była podwójna, gdyż niczego specjalnego nie oczekiwałem — ot, jeszcze jeden serial true crime — a zostałem więcej niż sowicie wynagrodzony. Wy macie trochę gorzej, bo, jeżeli mi ufacie, to do oglądania przystąpicie ze sporymi oczekiwaniami. Sądzę jednak, że się nie zawiedziecie.
W krótkim opisie, niczym nagłówki gazet, ośmioodcinkowy serial „Under the Bridge” („Most zbrodni”) — dostępny na Disney+ — opowiada prawdziwą historię zbrodni sprzed ćwierć wieku, która wstrząsnęła Kanadą. Czternastolatka z hinduskiej rodziny wyszła na imprezę z rówieśnikami ze szkoły i zaginęła. Gdy znaleziono jej zwłoki, o zbrodnię oskarżono ośmioro nastolatków — jej znajomych.
Jak to jest fantastycznie opowiedziane! Historię poznajemy z wielu perspektyw, przy czym autorzy opowieści nie narzucają nam interpretacji tego, co odkrywamy. To też jest niesamowite: w tej opowieści o Złu jej nieoczywistość, której nie należy mylić z wygodnickim relatywizmem. „Under the Bridge” jest potężne jak biblijne przypowieści.
Rewelacyjny scenariusz powstał na podstawie książki reporterskiej Rebeki Godfrey, która pochodziła z miejsca zbrodni, a którą rewelacyjnie gra Riley Keough, skądinąd wnuczka Elvisa Presleya. Dawno mnie tak nie irytowała postać na ekranie — chciałem wskoczyć do laptopa i nią potrząsnąć, a jednocześnie z całego serca jej współczułem. I wszystko to zagrane na absolutnym minimum, zero szarżowania i aktorzenia. Wspaniała praca. Keough ma świetną partnerkę w Lily Gladstone, obsypaną komplementami i nagrodami za rolę w „Czasie krwawego księżyca” Martina Scorsese. W ogóle obsada aktorska „Under the Bridge” to prawdziwy cymes, bo popis dają też nastoletni aktorzy. Reżyser castingu wykonał wielką robotę. A to, co odstawiają na ekranie Chloe Guidry (Josephine Bell) i Kelly Ellard (Izzy G), to jest jakiś kosmos.
Dodajmy do tego klimat opowieści, który sprawia, że śledzimy historię jak przerażający thriller. No i rewelacyjna ścieżka dźwiękowa.
Jedno z moich wielkich pozytywnych zaskoczeń mijającego roku. A po skończeniu serialu, oczywiście, siedziałem w sieci i doczytywałem o sprawie.

