Na fali filmów i seriali Oliviera Marchala (dwa posty wcześniej) sięgnąłem po „BAC Nord” („Północny bastion”) Cedrica Jimeneza na Netfliksie. Lubię poczytać o tym co oglądam, więc zaintrygowało mnie, że to film oparty na prawdziwych wydarzeniach z 2012 roku i że większość francuskich lewicowo-liberalnych mediów zmieszała „BAC Nord” z błotem, a nawet pojawiły się głosy, że film jest zachętą do głosowania na Front Narodowy Marine Le Pen.
Obejrzałem i przede wszystkim jest to świetne kino sensacyjno-policyjne, mega interesująco pokazujące pracę glin, z zaskakującym czarnym poczuciem humoru. Kino to sceny, a scena aresztowania nieletniego z blokowisk i przewożenia go na komendę to absolutna perła.
Oto mamy trzech marsylskich gliniarzy, którzy rozpracowują narkotykowe gangi na północnym blokowisku Marsylii, dzielnicy, do której zasadniczo policja wstępu nie ma. Ograniczeni procedurami (które oczywiście nie obowiązują ich przeciwników), pogrążają się w coraz głębszej frustracji. Po kolejnym triumfie gangów, dostają nieformalne zielone światło od szefa na załatwienie bandytów metodami nieco westernowymi. I kiedy wydaje się, że to bardzo dobre, ale jednak w miarę typowe kino akcji, następuje mocny zwrot.
A co do politycznych zarzutów: sprowadzają się do tego, że twórcy filmu pokazują wojnę z gangami na przedmieściach z perspektywy policji i nie tłumaczą zawiłości socjologiczno-społecznych na tychże przedmieściach.
Świetne kino z nerwem.

