To nie polecajka, to wyznanie miłosne. I oczywiście kiedy Joe Biden wycofał się z wyścigu, czekałem kto pierwszy wrzuci scenę kiedy serialowa wiceprezydent USA Selina Meyer grana kongenialnie przez Julię Louis-Dreyfus szaleje z radości w schowku na miotły.
„Figurantka” („Veep”) to jeden z moich ulubionych seriali w kategorii open, jedna z ulubionych komedii i chyba ulubiony serial o polityce. Jest tak nieprawdopodobnie i cudownie cyniczno-sarkastyczny, że w porównaniu „House of Cards” (zarówno amerykański jak i oryginalny brytyjski) wydaje się powściągliwy, o duńskim „Borgen” nawet nie wspominając.
Scenarzyści jadą po bandzie, Julia jest kosmiczna, a aktorzy towarzyszący – wspaniali. Poczucie humoru jest z gatunku „ała”, to znaczy takie dźwięki często wydawałem przed ekranem. Osoba poczciwa po obejrzeniu „Figurantki” mogłaby stwierdzić, że nigdy więcej nie zagłosuje. Co ważne, po siódmym i ostatnim sezonie miałem niedosyt jak po zakończeniu „Sopranos”, a zazwyczaj jęczę, że twórcy niepotrzebnie przedłużają.
Fanów i fanki Seliny pozdrawiam gorąco, a tym spośród Was, którzy dopiero zaczną przygodę z „Figurantką” zazdroszczę jak cholera.
Na MAX (HBO).

