Nadav Eyal, „Rewolta”

Oto znakomity przewodnik po chaosie. Można się spierać, czy nasz świat wyskoczył z kolein po ataku na WTC, załamał się po kryzysie finansowym 2008, czy kiedy władzę zaczęli brać Erdogan, Orban, Kaczyński, Trump czy Bolsonaro. Dla Nadava Eyala, autora błyskotliwej i wciągającej Rewolty, wymienieni przywódcy są objawem, nie przyczyną kryzysu trawiącego świat.

Izraelski reporter i publicysta ma papiery na diagnozowanie: kiedy prawie nikomu w mainstreamie dziennikarsko-politologicznym się to nie śniło, a Trump wydawał się tylko średnio śmiesznym błaznem, Eyal zrealizował cykl reportaży o problemach współczesnej Ameryki, pokazując dlaczego nowojorski milioner wygra.

W Rewolcie 43-letni dziennikarz bierze pod lupę cały świat. Czyta się to świetnie, bo nie jest to mądrzenie się zza komputera. Każdy problem pokazany jest przez reporterskie historie, efekt dwóch dekad pracy: od ataku islamistów na redakcję pakistańskiej gazety za opublikowanie wywiadu z izraelskim politykiem, przez losy chińskiego matematyka-biznesmena, potentata nowych technologii, hinduskie dzieci ulicy uczące się internetu, amerykańskich górników, niemieckich neonazistów, po kryzys dzietności w Japonii, uciekinierów z Syrii i greckich anarchistów. Eyal świetnie miesza narrację reporterską z analizą mądrego publicysty i świetnie wykształconego historyka czującego nauki społeczne. Każda opowieść i anegdota jest wstępem do szerszego spojrzenia. Jak sam określa, jego książka to wyprawa do okopów rewolty.

Pokazuje załamanie się niosącej teoretycznie (i praktycznie) wiele korzyści globalizacji i nowy stan naszego świata: rewoltę właśnie. Rewoltę nie jako chwilową zmienną, ale nową stałą. Świat, w którym mało kto poczuwa się do odpowiedzialności, dzięki której udało się płynąć łajbą od czasu armageddonu drugiej wojny światowej. Świat, w którym ton nadają wszelkiego rodzaju buntownicy, kontestatorzy, fundamentaliści, tworząc przedziwne, płynne sojusze lewicy z prawicą, postępowców z islamistami. Świat, w którym możemy zapomnieć o stabilności. Ale dzięki Eyalowi możemy go przynajmniej zrozumieć.

Jeżeli ktoś wielbi Harariego, to może posłuchać jego opinii o Rewolcie: „Doskonale napisane i skłaniające do refleksji podsumowanie obecnego kryzysu globalizacji. Nie wszyscy zgodzą się z interpretacją Eyala, lecz niewielu pozostawi ona obojętnymi”. A jak Harari was irytował, to uwierzcie mi, że to świetny przewodnik na trudne czasy i przednie czytadło. A jeżeli śledzicie Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka i Dział Zagraniczny Macieja Okraszewskiego, to wręcz lektura obowiązkowa. Swoją drogą podcast Okraszewskiego ma ironiczny podtytuł „polskiego czytelnika to nie interesuje”. Rewolta, mam nadzieję, zainteresuje. Howgh!

Udostępnij:
7