Graham Moore, „Niewinny”

No to mam dla Was fest inteligentne czytadło na zbyt chłodną końcówkę sierpnia. Niewinny miał u mnie fory z góry, bo jego autor, 40-letni dziś Graham Moore, napisał scenariusz (za który dostał Oscara) Gry tajemnic z Benedictem Cumberbatchem. Rozpisanie historii genialnego i zaszczutego z powodu swej orientacji seksualnej Alana Turinga na trzech planach czasowych było znakomite. Myśl o tym, że Wielka Brytania zniszczyła człowieka, któremu powinna stawiać pomniki, aż fizycznie bolała. Film widziałem trzy razy, więc z entuzjazmem zabrałem się za Niewinnego.

To thriller sądowy, prawniczy i kryminał z dwoma morderstwami oddzielonymi dekadą w jednym. Rozpostarty gdzieś między Dwunastoma gniewnymi ludźmi Sidneya Lumeta a najbardziej zaskakującymi powieściami Agathy Christie. Zwroty akcji, żonglowanie wątkami, napięcie, 12 różnych perspektyw członków ławy przysięgłych, z których każdy ma coś do ukrycia, a ich motywacje i intencje są często mocno wątpliwe.

To jednocześnie pytanie, a raczej bardzo wiele istotnych pytań o świat wymiaru sprawiedliwości, w którym prawda jest często najmniej istotna. Liczy się prawdopodobieństwo i gra psychologiczna mająca na celu uwiedzenie dwunastu przypadkowych obywateli, od których zależeć będzie czyjeś życie.

Gdy szukająca prawdy bohaterka nagle sama zostaje oskarżona o zbrodnię, której nie popełniła, zderza się z rzeczywistością, w której nie liczy się, czy jest winna, czy niewinna, a adwokat radzi jej, by przyznała się do zabójstwa w samoobronie, dzięki czemu najprawdopodobniej zostanie uniewinniona. Ma więc przyznać się do zabójstwa, którego nie popełniła, by uniknąć skazania za zabójstwo, którego nie popełniła. Niewinny to próba refleksji nad samą instytucją ławy przysięgłych. To opowieść o niespodziewanych, kładących się cieniem na całym życiu konsekwencjach naszych decyzji.

To wreszcie wnikliwe przyjrzenie się gmatwaninie delikatnych relacji rasowych. Czarny nauczyciel oskarżony o uwiedzenie i zamordowanie swojej uczennicy, białej córki miliardera, skądinąd żydowskiego rasisty. Biała liberalna ławniczka sugerująca między słowami czarnej koleżance, że powinna wierzyć w niewinność oskarżonego. „Tylko dlatego, że – jak on – jestem czarna?” – kwituje tamta, dając do zrozumienia, że to rasizm a rebours. Ale czy ona sama, wierząc w winę oskarżonego, nie kieruje się podświadomą chęcią odepchnięcia oskarżenia o wątpliwą moralnie rasową solidarność? A spór ten wkurza azjatyckich przysięgłych, którzy dosyć mają nieustającego zwarcia czarnych i białych. W Niewinnym nic nie jest – nomen omen – czarno-białe. Jak mówi jeden z bohaterów: „Jeśli wszystko było przejawem rasizmu, to nic nie jest przejawem rasizmu.”

W którymś momencie para bohaterów ogląda Lektora z Kate Winslet i Ralphem Fiennesem, a jedno z nich komentuje, że to „niewyszukana rozrywka dla koneserów.” Rzekłbym, że Niewinny to bardzo smakowita rozrywka dla koneserów. Pod kocyk z egzemplarzem marsz! Albo na plażę, jak ktoś szczęśliwie na południu.

Przełożyła Dorota Konowrocka-Sawa, okładka: Joanna Strękowska.

Udostępnij:
7