Ta ledwie dwustustronicowa książka jest wspaniała i straszna. Wspaniała, bo autor, Siergiej Miedwiediew, rosyjski dziennikarz i politolog na wygnaniu, autor głośnego Powrotu rosyjskiego Lewiatana, w niezwykle klarowny, precyzyjny i plastyczny sposób opisuje rosyjskie państwo, naród i społeczeństwo, i jest to opowieść fascynująca. A straszna, bo ten opis nie pozostawia złudzeń.
Miedwiediew pisze, że atak na Ukrainę nie jest żadną fanaberią Putina, kaprysem dyktatora; to sama esencja dzisiejszej Rosji, dla której wojna jest podstawową ideą narodową, celem wojny jest sama wojna, zaś Putin jest ucieleśnieniem kraju, jego polityki, społeczeństwa i historii. Nie na odwrót. Wojna jest dla rosyjskich elit władzy normalnym, zdrowym i pożytecznym dla kraju stanem, a ludzie są tylko zasobem, takim jak ropa, ale mniej cennym.
Miedwiediew opisuje rosyjską „kolonizację wewnętrzną”, kult przemocy i sadyzmu i stwierdza: „Otchłań zła, która odsłoniła się w Buczy, może nas przerażać, ale nie powinna dziwić: cała Rosja to nasza Bucza.”
„Kiedy staramy się zrozumieć, co się kryje za bestialstwami rosyjskich okupantów w Ukrainie, zaczynamy dostrzegać, że problemem są nie indywidualni sadyści i maruderzy, lecz struktura Rosji.” Miedwiediew opisuje putinowską Rosję jak bohatera Dostojewskiego: sfrustrowany, zakompleksiony, nie dający rady dotrzymać kroku światu, postanawia ten świat zniszczyć i wspiera gdzie może rozpad instytucji, zasad i norm. „Zniszczywszy sąsiedni kraj, a własny pozbawiwszy przyszłości ‘człowiek z podziemia’ z atomowym guzikiem pod palcem grozi teraz zniszczeniem całego świata.”
(I tak nawiasem mówiąc, odnosząc się do słynnego sporu Milana Kundery z Josifem Brodskim po agresji ZSRR na Czechosłowację w 1968, czy rosyjska kultura jest współwinna wielkoruskiej przemocy, Miedwiediew zdaje się stać bliżej Czecha.)
Wojna Made in Russia pokazuje imperium przemocy bez narodu: „Współczesna Rosja nie zbudowała narodu, pozostaje fantomem, widmem Imperium Rosyjskiego, zataczającym się zombie, który wylazł z grobu i terroryzuje żywych ludzi.”
Mam tę niewielką książeczkę pokreśloną od początku do końca. Każdy niemal akapit to materiał do rozmyślań. Mniej zdyscyplinowany autor zrobiłby z tego 700 stron.

