„Przypływ”

Mam dla Was nieoczywistą polecajkę – portugalski serial sensacyjny, określany również thrillerem. Pojawił się już dwa lata temu, ale, jak sądzę, miał niewielu widzów w Polsce. Trafiłem na niego, gdy szykowałem się do wyjazdu na zagubione pośrodku Atlantyku Azory i – jak to ja – szukałem wszystkiego popkulturowego na temat miejsca, które miałem odwiedzić.

Wyskoczył mi serial „Przypływ” (w oryginale „Rabo de Peixe” – nazwa rybackiej wioski na wyspie São Miguel, gdzie toczy się akcja), luźno oparty na dosyć niesamowitych wydarzeniach sprzed ćwierci wieku. Od razu zaznaczę: to żadne arcydzieło, ale obejrzałem z przyjemnością, rosnącą z odcinka na odcinek, bo „Przypływ” ma kilka niewątpliwych zalet.

Po pierwsze – historia. Jacht, na którym sycylijscy przemytnicy szmuglują kilka ton kokainy z Ameryki Południowej do Europy, rozbija się o skały São Miguel, największej wyspy archipelagu, w pobliżu tytułowej wsi Rabo de Peixe. Morze wyrzuca na brzeg nieprawdopodobne ilości narkotyków, co oczywiście wywołuje lawinę zdarzeń – od komicznych po bardzo ponure. Istotny jest kontekst. Dla turystów Azory to raj, ale dla wielu mieszkańców – a już zwłaszcza 25 lat temu – archipelag był końcem świata, miejscem, gdzie psy dupami szczekają, a co drugi młody marzył, by się wyrwać, najlepiej do Ameryki. Serial bardzo ładnie pokazuje ten świat młodzieńczych nadziei i frustracji, gotowości na szaleństwo byle tylko się wyrwać. Pokazuje też bohaterów, którzy niezbyt przejmują się tradycyjną moralnością, a twórcy nie podpowiadają, czy to dobrze, czy źle.

Aktorzy grają naturalnie i przekonująco. Co szczególnie cieszy – nikogo nie znałem, bo to Portugalczycy. Swoją drogą mieszkańcy Azorów czekali nieufnie na serial, bo główne role powierzono aktorom z kontynentu, ale – jak mówili ci, z którymi rozmawiałem – zagrali świetnie i autentycznie, więc Azorczycy serial polubili.

No i same Azory. „Przypływ” nie jest pocztówką ani folderem turystycznym. Ale i tak oglądając cieszyłem się, że mam bilety w kieszeni, bo wyłaniał się obraz magiczny. Na miejscu okazało się, że jest jeszcze piękniej, a ja przypadkiem wynająłem hotel pod Rabo de Peixe, które wygląda jak w filmie, a mieszkańcy mają buźki jak w filmie.

Nie zdziwiłbym się, gdybyście jeszcze w trakcie oglądania zaczęli sprawdzać ceny biletów na Azory.

Do obejrzenia na Netfliksie.

Udostępnij:
7