Gdyby nie postać autora, najpewniej nie sięgnąłbym po książkę z chorobą Parkinsona w roli głównej. Uznałbym, że przecież tyle wiem, tyle przeczytałem artykułów i reportaży, a i na własne oczy to i owo widziałem. Ale do Michaela J. Foxa mam słabość bezgraniczną. Dziesiątki razy zaśmiewałem się, oglądając trylogię Powrotu do przyszłości, z synem machnęliśmy już ją kilkukrotnie, zawsze z sympatią zezowałem na telewizor, gdy pojawiała się charakterystyczna buźka Foxa. Jest jasnym kawałkiem, niewielkim, ale jednak, mojego życia. Lata temu usłyszałem, że choruje na Parkinsona. I walczy.
A teraz przeczytałem jego autobiograficzną książkę Nie ma jak przyszłość. Jest zabawna. Jest smutna. Jest mądra. Skrzy się anegdotami. I przede wszystkim jest czuła, choć nie ckliwa. Pełna miłości.
Zacznę od najmniej ważnych drobiazgów: jako maniak popkultury, cieszyłem się choćby taką historyjką zza kulis, kiedy Larry David dzwoni do chorego już Foxa, by zagrał w jego genialnym Pohamuj entuzjazm samego siebie, którego serialowy David podejrzewa, że tylko udaje Parkinsona. Fox w to wchodzi. Cymesik. Wiele mówi o obydwu panach.
Ale człowiek, który dał światu Marty’ego McFly’a, jest bardzo subtelny w strojeniu sobie żartów z krańcowego doświadczenia Parkinsona. Inaczej. Z samego siebie drze łacha bez oporu, ale z najwyższym szacunkiem podchodzi do choroby, do cierpienia innych. Którym od ponad 20 lat pomaga, wykorzystując swoją sławę i zbierając grube miliony na badania nad Parkinsonem.
W Notting Hill jest ta sławna scena (obok wszystkich innych sławnych scen tego filmu), kiedy Julia Roberts zwraca się do Hugh Granta w jego deficytowym antykwariacie. I mówi, że tą całą jej sławę to o kant grzywki można potłuc, bo oto staje przed chłopakiem, odarta ze wszystkiego dziewczyna i prosi o miłość. I taka jest ta książka. Tak się składa, że sławny, ale całkiem zwyczajny chłopak pisze o chorobie, cierpieniu, miłości, rodzinie, żonie, dzieciach, rozpaczy, nadziei, narastającym poczuciu własnej śmiertelności, zrozumieniu, jak bardzo liczy się każda chwila. Walczy dla siebie i swoich bliskich, ale niejedna z Was, niejeden z Was odnajdzie się w jego opowieści. Ja się wzruszałem, smuciłem, śmiałem i całkiem sporo myślałem o tym, co najważniejsze. Naprawdę warto.
Wydawnictwo Insignis

