Marek Węcowski, „Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy”

Ta polecajka to bezczelne kumoterstwo. Prywata. Kolesiostwo. A nawet nepotyzm, choć profesor Marek Węcowski nie jest moją rodziną w sensie tradycyjnym, ale w rozumieniu Friendsów – czyli w tym najistotniejszym – jak najbardziej. Co prawda Węcu, niby taki inteligentny, nie ceni Przyjaciół, ale bardzo ceni swoich przyjaciół i zrobi dla nich wszystko, więc wybaczam.

Znamy się od czasów liceum, z XI LO im. Reja w Warszawie. Był rok niżej, w klasie z Michałem Wójcikiem, który dziś jest świetnym popularyzatorem historii najnowszej, a co nigdy nie przestaje mnie bawić – z Maciejem Wąsikiem, pisowskim oberpolicjantem nr 2, miłośnikiem podsłuchów. Dzięki temu mam nadzieję, że za ćwierć wieku, kiedy zorganizujemy dla Węca jakiś jubileusz, będziemy mieć mnóstwo wspaniałych cytatów z jego ust. Wtedy, w liceum, cała ta trójka i ich kumple byli naprawdę nieźli w piłeczkę – dobra technika. Graliśmy z nimi, więc po prostu ich faulowaliśmy, bo co, kurczę, blade!

35 lat bujania się razem (edit po interwencji profesora: 39 lat!!!). Wpakowałem Marka do wielu felietonów, a nawet do powieści. Kuchnia, w której razem z Justyną podejmują gości, to raj dla ludzi, którzy chcą rozmawiać o wszystkim i o niczym – o wielkiej polityce, historii, intelektualnych modach, książkach, no i oczywiście o plotkach (na które Marek, jak zwykle, zatyka uszy).

W tej kuchni profesor Węcowski testował na przyjaciołach myśli i anegdoty, które później złożyły się na Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy. Erudytą jest strasznym, więc jedna opowieść płynnie przechodziła w następną, a nasze żałosne parodie profesorskiego tonu tylko go rozbawiały. Od internetowej burzy, w której wszyscy obrażają się na wszystkich, przechodził do pojęcia ostracyzmu, tłumacząc, jaką rolę pełnił on u starożytnych Greków. Potrafił też oburzać się na tych, którzy nie doceniają filmu 300, po czym wygłaszał frapujący wykład, który nagle przekształcał się w dyskusję o tragedii Mariupola czy dziełach Tukidydesa, by na koniec wrócić do swojego ukochanego portu, czyli greckiego sympozjonu – porządnej, starożytnej imprezy.

I właśnie taka jest ta książka: pełna erudycji, anegdot i żywych refleksji. Pobudza umysł i kwestionuje starą mądrość, że historia nie uczy niczego. Węcu ryczy niczym Leonidas: „To jest Sparta!”. Świetnie się bawiłem, czytając o tym, ile z nas i z naszego świata jest z Greków.

Napisałem to wszystko, żeby za ćwierć wieku Węcu poprosił mnie o wygłoszenie laudacji na swoim jubileuszu. Konkurencja jest niestety ostra, a opinia Marka o mojej znajomości historii starożytnej, niestety, okrutna. Za to mam wiele wspaniałych anegdot o profesorze, na przykład dlaczego nie spodobał mu się pewien koncept fotograficzny podczas wędrówki z plecakami przez Beskid Niski wiosną 2001 roku. Ale nie idźmy tą drogą, to poniżej wszelkiego poziomu. Czytajmy Tu jest Grecja!, a profesor niech mnie przesunie w górę listy laudacyjnej, a będzie bez nerwów.

Udostępnij:
7