Po to czytam, żeby od czasu do czasu, bardzo rzadko, trafić na taką petardę jak Wiek zła Deepti Kapoor. I potem zamęczam wszystkich dookoła, kupuję na prezenty, zapytają mnie w radiu o stosunek do pszczelarstwa, a ja i tak zejdę na powieść 43-letniej Hinduski, bo pochłonęła mnie totalnie i chcę dzielić się moim szczęściem z wszystkimi.
Wiek zła złapał mnie od pierwszych stron, a potem, co kilka rozdziałów, autorka włączała wyższy bieg, zmieniając perspektywę tej epickiej opowieści o potężnej rodzinie Wadiów, ich brudnych pieniądzach, jeszcze większej władzy i fatalnej miłości. Opowieść o przegranych idealistach, toksycznych ambicjach, ludziach, którzy utracili samych siebie, oraz brutalnej walce poza moralnością. O gnijącym świecie, którym rządzą goła przemoc i czysta siła. I o ludziach, którzy próbują uratować chociażby cząstkę siebie, by uciec z ciemności.
To nie kryminał, ale Kapoor tak układa opowieść, że chłoniemy ją, by poznać kolejne tajemnice. Myślisz, że historia opowiada o czymś, a zaraz okazuje się, że kontekst jest zupełnie inny. Frapująca mozaika, przygoda, intrygujący bohaterowie, a wszystko na świetnie skreślonym tle społecznym ogromnego kraju, rozwarstwionego jak żadne inne miejsce na świecie, z nędzą i bogactwem, o jakim nam się nie śniło. Autorka jest byłą dziennikarką i reporterką.
Nigdy nie porównywałem żadnej powieści do Shantaram, ale tu nie ma co się szczypać. Te historie są różne, ale jeśli zachorowaliście na Roberts’a, sięgnijcie po Kapoor. A jeśli Australijczyk irytował Was filozoficznymi wkrętami, tym bardziej sięgnijcie po Kapoor, bo u niej jest moc Shantaram bez grama mistycyzmu. Konkret, moc, brutalizm, chłodne oko obserwatora z socjologicznym czujem.
Czytając Wiek zła, myślałem też o filmowym Slumdogu i Białym Tygrysie Aravinda Adigi. No i o Wielkim Gatsbym. I powiedzcie mi: co to musi być za powieść, że polecają ją zgodnie Hanya Yanagihara i Lee Child? Na pozór się nie trzyma kupy, prawda? Ale to właśnie niesamowita, magnetyczna siła Wieku zła. I jest w tej książce taki żar, taki ogień, że jestem prawie pewien, że wywoła skrajne emocje. Będziecie mi dziękować i opieprzać. Już nie mogę się doczekać.
A podoba mi się jak Kapoor pisze. Prosto, oszczędnie, żywym językiem, czasem bawi się słowami, bez męczącego epatowania kunsztem. A konstrukcja? Znakomita.
Jestem wkurzony, że skończyłem (a pod koniec zwalniałem, jak mogłem, żeby choć trochę przedłużyć tę ucztę) i już zazdroszczę, że ta przygoda dopiero przed Wami.
Przełożyła Izabela Matuszewska.
PS. A propos fotki: to nie dwa tomy, tylko dwie okładki do wyboru.
Wydawnictwo Albatros

