Wielbię Ann Patchett uczuciem czystym, głębokim i ciepłym. Dzieliłem się nim z Wami nie raz i bardzo się cieszę, że tak licznie przyjęliście zaproszenie do wspaniałego literackiego świata Amerykanki. Jej proza jest piękna, elegancka, dystyngowana i cudownie wciągająca. Moja przygoda z jej książkami zaczęła się od Stanu zdumienia, a za każdym razem, gdy sięgam po kolejną książkę, czy to Dziedzictwo, Belcanto, czy Dom Holendrów, nie mogę wyjść ze stanu zdumienia, jak pod jej piórem całkiem zwyczajne życie zamienia się w opowieść, od której nie mogę się oderwać.
Patchett pisze powściągliwie, a jednocześnie niezwykle plastycznie. Delikatną kreską szkicuje wnikliwe portrety psychologiczne bohaterów. Pisze elegancko i jasno, tworząc w niepowtarzalny sposób atmosferę swych powieści, w której czytelnik może się zatracić. Pisarska magia. Możecie się śmiać, ale wzruszam się czystym pięknem jej książek, mimo że autorka nie używa żadnych sztuczek, by takie uczucia wywoływać. To jest ten stan, kiedy usłyszycie muzykę tak piękną, tak chwytającą za serce i poruszającą umysł, że aż Was zatyka. I tak miałem z Tom Lake.
Latem 2020 roku trzy dwudziestoparoletnie siostry przyjeżdżają do rodzinnego czereśniowego sadu w Michigan. Świat za sprawą pandemii stanął na krawędzi, ale młode kobiety żyją czym innym. Kilka lat wcześniej ich tata Joe rzucił od niechcenia, że mama Lara była kiedyś dziewczyną słynnego aktora Petera. Teraz dorosłe córki żądają od matki opowieści o jej młodości, chcą wiedzieć, dlaczego nie została żoną gwiazdora, dlaczego sama porzuciła obiecującą karierę aktorską i dlaczego wybrała życie, jakie znają. I Lara, zrywając z córkami owoce, snuje opowieść.
„Zwyczajność to moja specjalność” – mówi Lara, i mogłaby to powtórzyć Patchett. Bo jest karnawał i jest życie. Bo zawsze są lepsi, zdolniejsi, ładniejsi, bardziej utalentowani i przebojowi, majętniejsi, i to jest w porządku. Dobrze jest wspinać się na szczyt, ale nie każdy musi i to też jest dobre. Zwyczajność może być wspaniała, jak ciepły prysznic, pod którym zmywamy trudy minionego dnia, jak zapach chleba, który pieką siostry, jak smak twardych czereśni prosto z drzewa. Miłość może być ekstazą, ale i spokojem. Rezygnacja nie musi być porażką, a utracone szanse mogą być najlepszą rzeczą, jaka nam się przytrafiła. Bądźmy uważni, zwracajmy uwagę na niepozorne dobra, nie przegapmy własnego życia, mamy tylko jedno.
A zadziwiające może być wszystko. Świat naszych rodziców, którzy przecież są ludźmi, osobnymi bytami, a nie tylko naszymi rodzicami. To wszystko, czego o nich nie wiemy. Zaś opowieść o dobrych ludziach starających się porządnie żyć może być wciągająca jak czysta sensacja. Wielka literatura nie musi dobijać.
Tom Lake jest dla każdego. A miłośnicy klasyki docenią dialog z Czechowem i znaczenie w powieści Naszego miasta Thorntona Wildera.
Czasem przywołuję cytat z Hrabala, który wziąłem za jedno z mott życiowych: „Życie jest straszne, ale ja postanowiłem, że jest piękne”.
Zajrzyjcie do pięknego, mądrego, niosącego nadzieję świata Tom Lake.
PS. Oryginalnego audiobooka czyta Meryl Streep. Polskiego na razie nie ma. Przełożyła Anna Gralak.
Znak Literanova

