Napisać nową książkę o Homerze po tym, jak każde zdanie z Iliady i Odysei zostało tysiąckrotnie zinterpretowane, trąci lekką bezczelnością i brakiem instynktu samozachowawczego. Sam autor „Homera na nasze czasy” przytacza cytat, że „każdy badacz starożytności chciałby napisać książkę o Homerze, a każdy inny chciałby go lub ją powstrzymać.” To pierwszy paradoks.
Marek Węcowski uznał jednak, że skoro Chuck Norris potrafił wydrukować internet, to on też da radę. I miał rację. Odniósł spektakularne zwycięstwo, przy którym blednie tryumf Herkulesa nad lwem nemejskim. A my dostajemy błyskotliwą opowieść na niepewne czasy, pełne zaburzonych bożków i przestraszonych obywateli.
Paradoks drugi jest taki, że z jednej strony historia starożytna czy szerzej klasyka traci pozycję na uczelniach i w szkołach, kwestionowana jest jej rola w definiowaniu naszej cywilizacji i kultury, a z drugiej strony przeżywa popkulturowy renesans: sam odliczam godziny do premiery „Odysei” Nolana. Której jeszcze nikt nie widział, a już algorytmy napędziły fanatyków do sporów o kolor skóry bohaterów i niezgodności historyczne, tak jakby Homer przywiązywał do nich wagę. O ile w ogóle istniał, co czyni te spory jeszcze bardziej zabawnymi i tu wracamy do profesora Węcowskiego, bo oczywiście kwestia tożsamości autora „Iliady” i „Odysei” zajmuje w jego potężnym dziele zasłużone miejsce.
„Homer na nasze czasy” to nie jest czytadełko na dwa wieczory, lekki wstęp do filmu Nolana. To napisana z epickim rozmachem hybryda eseju historycznego, śledztwa filologicznego i reportażu kulturowego. Wymaga skupienia, w zamian oferuje oszałamiającą perspektywę, która określa naszą tożsamość. Nie przypadkiem Szczepan Twardoch w swojej najnowszej powieści „Null” wprost czerpał z Homera. I tak jest od tysięcy lat. I Węcowski wspaniale to opisuje, frunąc od Gallipoli do Mariupola i sprawiając, że czytelnik wydaje się sam sobie mądrzejszy po lekturze i zastanawia się nad trwałością wielkich narracji i ich wpływem na rzeczywistość oraz wyobraźnię zbiorową. A ja przy okazji uświadomiłem sobie, że o ile za młodu byłem zafascynowany Achillesem, to teraz #TeamHektor, bez dyskusji.
A wspaniałą okładkę zaprojektował Michał Jakubik
Znak Literanova, Wydawnictwo Znak

