Małgorzata Oliwia Sobczak, „Biel”

Jest w tym porządny kawałek perwersji, że zwieńczenie trylogii Kolory zła autorka nazwała Biel. Bo oczekujcie wszystkiego, tylko nie niewinności. Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka – rozhulała się na dobre.

Na początek uwaga dla tych, co pierwszy raz stykają się z Kolorami zła. Nie trzeba znać Czerwieni i Czerni, by cieszyć się (he, he, cieszyć 😅) Bielą, choć oczywiście przyjemność większa, gdy wracamy do bohaterów, których polubiliśmy wcześniej. Przede wszystkim do prokuratora Leopolda Bilskiego i asesor Anny Górskiej i tego ich zmysłowego napięcia.

No i ważne: Bilski wraca do Trójmiasta, choć tym razem Sopot przegrywa walkę z Gdynią o palmę narracyjnego pierwszeństwa. Sobczak ma hyzia na punkcie swej małej trójmiejskiej ojczyzny – to widać, słychać i czuć. Jeszcze trochę i będą jeździć wycieczki śladami jej bohaterów. Ja następnym razem w Gdyni obadam na pewno dokładnie „Bankowca” i parę innych miejscówek.

W Bieli są wszystkie zalety pierwszych dwóch tomów plus jeszcze bardziej podkręcona konstrukcja z dwoma planami czasowymi (1988, 2015) i seryjnymi zmyłkami czytelnika, który się zastanawia, dokąd to wszystko zmierza, by im bliżej końca, tym ładniej się zazębiać. Tym razem początkiem historii jest samobójstwo atrakcyjnej studentki. W efekcie Bilski musi się zanurzyć w świat trójmiejskiego przemysłu seksualnego i jeszcze raz próbować rozwikłać zagadkę śmierci swojego ojca milicjanta zamordowanego w 1988.

I jest po sobczakowemu: nieodkładalnie i widać solidną dokumentację. Autorka mówi o sobie, że jest „złodziejką historii” i to się czuje na plus, że wiele tych opowieści wzięło się z życia. Co jeszcze istotne: to pisanie z pasją, widać, że autorka żyje pisaną przez siebie historią, a to z kolei udziela się czytelnikowi.

Prawa filmowe do Czerwieni są już sprzedane – aż się prosi o trzy sezony serialu na podstawie całej trylogii.

Ponad dwa lata temu, kiedy pracowałem w Wydawnictwo W.A.B., dostałem plik z tekstem debiutanckiego kryminału pt. Tam, dokąd odeszła od nieznanej mi autorki z Sopotu. Co istotne, wyjechaliśmy już rodziną do naszej mazurskiej pustelni na okres świąteczno-noworoczny i chciałem rzecz jak najszybciej mieć z głowy. No i w pewnym sensie miałem, bo jak zacząłem, to wsiąkłem po uszy w intrygę, atmosferę, bohaterów. Chowałem się w łazience przed własnymi dziećmi i żoną, by czytać, czytać i czytać.

No, mówiąc krótko, jedno wielkie i pozytywne zaskoczenie. A kiedy już zawyłem z zachwytu po ukończeniu, zadzwoniłem najpierw do autorki, że tak, tak, tak wydamy z dziką rozkoszą, a potem zamęczałem wszystkich w Wydawnictwo W.A.B., żebyśmy z Czerwienią (bo taki w efekcie zyskała powieść tytuł) i kolejnymi tomami Małgorzaty Oliwii Sobczak obeszli się jak najczulej.

No i mam dobrą wiadomość dla tych, co będą niepocieszeni, że to już koniec. Hmmm… Historia kryminalna w Bieli i wszystkie tajemnice z przeszłości są uczciwie wyjaśnione, ale zakończenie jest takie, że kto wie, czy pewnego dnia nie przeczytamy Żółci, Błękitu czy Brązu.

Udostępnij:
7