Malcolm XD, „Eskapada”

Potrzebowałem tego oczyszczającego śmiechu. Tej przedziwnej mieszanki rżenia i refleksji, którą zapewnia tylko Malcolm XD, wracający (po Emigracji i Edukacji) z Eskapadą. Piękny to powrót, powiada Wam najszczerszy psychofan.

Malcolm i Stomil wchodzą w dorosłość i podejmują „prawdziwą” pracę (tak, słyszę Wasz śmiech). Zostają audytorami w firmie Audit International, zarejestrowanej w kontenerze pod Rotterdamem, przez ich dawnego londyńskiego landlorda Johna Lina, który właśnie zrobił sobie w Polsce nowe zęby i łapał podzlecenia z instytucji europejskich.

„Rozliczać moglibyśmy się na B2B, co wzbudziło konsternację, bo Stomil naoglądał się pornosów i myślał, że to coś z robieniem loda, ale John uspokoił, że chodzi o to, żeby każdy z nas założył działalność gospodarczą, był własnym szefem i tylko co miesiąc przysyłał mu fakturę. Uroki bycia własnymi szefami poznaliśmy już, jeżdżąc na rikszach, więc od razu przeszliśmy do tego, czy wypłata będzie co miesiąc.”

Pierwsza misja: kontrola domu opieki Radosny Zakątek, wciśniętego między areszt śledczy, skup złomu i tory kolejowe, którego właściciele nabrali tyle europejskich pieniędzy, że powinni zapewniać trzystugwiazdkowy standard, a w rzeczywistości — może Was zaskoczę — było ciutkę inaczej. A potem jest tylko ciekawiej, gdy bohaterów nosi po Polsce i Europie.

Z czego się śmiejemy? Z nas samych się śmiejemy, z naszych marzeń i strachów, nadziei i porażek, z polskiego kapitalizmu i naszych nadwiślańskich relacji społecznych, którym Malcolm pilnie i z czułością się przygląda. Ma naprawdę znakomitego czuja reporterskiego i socjologicznego.

Niezmiennie ma też taki talent opowiadania, taki zmysł obserwacji, taki słuch do języka, takie czucie wulgaryzmów, taką zdolność wyciągania absurdów i suspensu ze zwyczajnych, na pozór, historii, że nawet z przejścia na pasach na zielonym zrobi fajerwerkową opowieść.

Och, jak tego potrzebowałem.

Wydawnictwo W.A.B.

Udostępnij:
7