„Krwawe wybrzeże”

Szukacie porządnej sensacji na sylwestrowy binge-watching? Bierzcie się za francuskie „Krwawe wybrzeże” na Netfliksie. Sześć odcinków po 50 minut — idealnie.

Jeden z moich ulubionych filmów policyjnych to francuski dramat kryminalny „36” Oliviera Marchala, z kapitalnymi rolami Daniela Auteuil i Gerarda Depardieu. Nie wiem, czy widziałem coś lepszego o bratobójczej „glinie”, o świecie, w którym największym wrogiem porządnego policjanta jest nie bandyta, lecz kolega ze służb. Sam Marchal jest byłym gliną — wiele widział, zbyt wiele — i w „36” z tego skorzystał.

„Krwawe wybrzeże”, które dzieje się w Marsylii (stąd tytuł oryginału: „Pax Massilia”), nie jest arcydziełem jak „36”. To lżejszy kaliber i nie tak mroczny, ale mamy do czynienia ze świetnym, wciągającym rzemiosłem i ze znanymi z różnych produkcji Marchala motywami.

Dwaj przyjaciele z dzieciństwa z marsylskiego, arabskiego blokowiska. Jeden zostanie gangsterem, drugi — po śmierci siostry, która przedawkowała — gliną. Jest policjantem, ale sam wybiera granice dobra i zła, i tak kieruje kilkuosobowym zespołem świrów, który jest bólem w dupie szefostwa. Ale wiele im uchodzi, bo są skuteczni, a Marsylią właśnie targa nowa walka gangów — trup ściele się gęsto. Tymczasem w komendzie pojawia się śledczy z policyjnej służby wewnętrznej, bezwzględny służbista, który chce dorwać naszego bohatera. To tak na początek.

Dobrze napisane, zrobione, fajnie zagrane — jest nerw i naturalność. Policjanci są charakterni, złole ciekawi. I Marsylia, trochę jak Neapol w „Gomorze”. Niby antypocztówkowa, a jednak przyciąga wzrok.

Po prostu świetna, jakościowa rozrywka.

P.S. I macie rację: do tego super francuski hip hop w serialu.

Udostępnij:
7