Jak ja lubię takie książki! Jak ja kocham takie czarne poczucie humoru po bandzie! Ten sarkazm na granicy dobrego (cokolwiek to znaczy) smaku, podszyty wrażliwością i czasem zwykłym cierpieniem. Żeby to wszystko wypaliło, trzeba talentu wrzuconego w rzeczywistość niemożliwą. I to mamy w Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza.
Talent, czyli autor, Adam Kay, dzisiaj pisarz, komik, scenarzysta, kilkanaście lat temu młody lekarz świeżo po studiach. Rzeczywistość niemożliwa, czyli brytyjski szpital państwowy.
Przyznaję, że pierwszym zaskoczeniem było, jak wiele śmieszno-strasznych anegdot Kaya przypomina mi opowieści polskich stażystów, rezydentów czy pacjentów. Popytam znajomych lekarzy, którzy Będzie bolało poczytali albo oglądali serial na CANAL+ online (też napisany przez Kaya), o ich refleksje. Może Wy podrzucicie własne. Pisze Kay w nowym wydaniu, jak lekarze na Wyspach znowu znaleźli się pod ostrzałem polityków i komentuje: „Odniosłem wrażenie, że moi koledzy po dawnym fachu nie potrafią dotrzeć do opinii publicznej ze swoją wersją wydarzeń (prawdopodobnie dlatego, że cały czas siedzą w pracy).”
W pierwszym roku koszmarnej pracy na nieustannych dyżurach („nocne dyżury były czymś, co sprawiło, że opisy piekła u Dantego wydały mi się przyjemne niczym kreskówki Disneya”) Kay zarabiał ciut więcej niż szeregowy pracownik McDonalda, ale znacznie mniej niż kierownik zmiany w fast foodzie. Przypomina Wam to coś?
Ale nie o politykę w tej książce chodzi. To śmiech przez łzy w wersji modelowej. Szybko naszły mnie skojarzenia z Paragrafem 22 Hellera. Niby kompletnie inna rzeczywistość, tam wojna, tu szpital czasów pokoju (jeszcze przed pandemią), ale zarówno Yossarian, jak i Kay bronią się przed szaleństwem najczarniejszym poczuciem humoru. I jest ono wyśmienite, zaprawdę powiadam Wam. „PV oznacza badanie per vagina (przez pochwę). Z kolei PR to badanie per rectum (przez odbyt). Dlatego jeśli ktoś mówi wam, że zajmuje się PR-em, zawsze dopytajcie, co dokładnie ma na myśli.”
Na przemian rżałem nieprzytomnie, jak uczniak pierwszej klasy podstawówki, któremu kolega opowiedział dowcip z dużą ilością słów nieprzyzwoitych, i martwiałem się przejęty tym, co czytam. „Tym razem (w pierwszym tygodniu na oddziale położniczym, pierwszy skomplikowany poród) w moją bieliznę wsiąkło wyjątkowo dużo krwi – musiałem umyć penisa. Nie wiem, co jest gorsze: świadomość, że mogłem zarazić się wirusem HIV, czy absolutna pewność, że żaden z moich przyjaciół nie uwierzyłby mi, że zaraziłem się właśnie w ten sposób.”
Dla mnie bomba i mimo, że odpukać, chwilowo szpital mi nie grozi, świetne odreagowanie rzeczywistości.
PS. Anna Dziewit-Meller Brawo! Brawo!
Wydawnictwo Insignis

