Zygmunt Miłoszewski, „Hydropolis. Uciekaj”

Mam dla was podwójnie, a może nawet potrójnie nieoczywistą, bardzo fajną polecajkę mikołajkową.

Pierwsza nieoczywistość: autorem tej powieści dla dzieci jest ojciec prokuratora Szackiego, niezastąpiony Zygmunt Miłoszewski, znany głównie z prozy dla dorosłych, a czasem nawet dla bardzo dorosłych.

Druga nieoczywistość: specyficzny adresat. To powieść w założeniu dla czytelników w wieku 9-12 lat, czyli grupy wymagającej. Już nie aniołki-kruszynki, jeszcze nie nastolatki z piekła rodem. W dodatku Hydropolis to science fiction, antyutopia o podwodnym, na pozór doskonałym świecie. Tak jak główny bohater, 11-letni Leonard zwany Elkiem, podejrzewamy, że coś z tym światem jest nie tak. Wiem, dla kogo była pisana — dla bardzo łebskiego Karola — i taka jest: to powieść dla małoletnich bystrzaków o żywych umysłach i bogatej wyobraźni. Jeśli wasze dzieciaki są np. zafascynowane mangą i anime, to świetna lektura dla nich. Zainteresowanie superbohaterami też na pewno nie zaszkodzi.

Trzecia nieoczywistość, a raczej zaleta: małolaty nie muszą o tym wiedzieć, ale nad Hydropolis unosi się duch wspaniałego Janusza Zajdla (z niego pochodzi motto), jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy science fiction. Sam wychowałem się na jego twórczości, czytałem po kilka razy Limes Inferior i Paradyzję, wzruszałem się przy Cylindrze Van Troffa. Niewątpliwie wpłynął na Miłoszewskiego. I to jest ta fajna nieoczywistość, bo możecie sprawić dzieciom prezent, sami przeczytać Hydropolis z przyjemnością, a potem pogadać o przygodach Elka. W bonusie sporo zgryźliwego, charakterystycznie miłoszewskiego poczucia humoru, świetnie wymyślony świat, przygody i przyjaźnie. A przedział wiekowy rozszerzyłbym tak na 8–13 lat.

PS. Na swoje usprawiedliwienie: okularki były na widoku, nie mogłem się oprzeć.

Okładka i ilustracje: Piotr Sokołowski.

Wydawnictwo W.A.B.

Udostępnij:
7