Leo Vardiashvili, „Na skraju wielkiego lasu”

„Na skraju wielkiego lasu” Leo Vardiashviliego to piękna i poruszająca opowieść o stracie i poszukiwaniu rodzinnego domu. O wojnie, pamięci i poświęceniu, by ratować najbliższych. Pełna czarnego humoru. Świeża i zaskakująca. Na przemian śmiejesz się i – jak mówi narrator – czujesz ból, jakby ktoś nadgryzł ci serce. A im głębiej w ten las, tym mroczniej.

Mieszkający w Londynie dwudziestokilkuletni Saba uciekł jako dziecko z targanej wojnami domowymi Gruzji wraz z ojcem i starszym bratem. „Gdzie Eka? – pytaliśmy pewnie z tysiąc razy. Nasza matka została, żebyśmy my mogli uciec.” Miała dołączyć, gdy tylko zdobędzie paszport i wszystkie potrzebne dokumenty. Które kosztowały krocie. Więc Irakli, ojciec chłopców, zaharowywał się w Londynie, by przesłać potrzebne środki. Miły pośrednik obiecał wszystko i ukradł wszystko. Eka codziennie odprowadzała do szkoły niewidzialnych synów, dobrze wiedząc, że są w Anglii. Nigdy się nie spotkali. Eka zmarła w Tbilisi.

Lata później, dręczony tęsknotą i wyrzutami sumienia Irakli wraca do Gruzji i znika. Na poszukiwania rusza starszy z braci – Sandro – i również ślad się po nim urywa. Młodszy nie ma wyboru, musi ruszyć do „nieszczególnie potrzebnej, dawno utraconej ojczyzny”. Ląduje w Tbilisi sławetnej nocy, gdy gwałtowna powódź uwolniła dzikie zwierzęta z tbiliskiego zoo. Tygrysy, lwy, nosorożce, pingwiny, strusie, niedźwiedzie i wilki na ulicach miasta są stosownym tłem dla baśni jak ze świata braci Grimm.

Bo napisana po angielsku powieść Vardiashviliego, który sam jako dzieciak uchodził z Gruzji, jest baśnią jak z mrocznego snu, a narrator rozmawia z duchami zmarłych jak z żywymi, bo żyje w świecie duchów, bo nie jest w stanie zamknąć przeszłości. I o tym jest ta powieść: z jednej strony człowiek bez przeszłości jest nikim; im bardziej chcemy od niej uciec, tym mocniej nas pokąsa. Nie można przeskoczyć żałoby – niedomknięta potrafi człowieka zniszczyć – nie da się odegnać duchów, w którymś momencie trzeba opłakać wszystko, co utracone, zmierzyć się z ranami. Choćby bolało jak cholera. Żeby powrócić z lasu po śladach rozrzuconych okruszków.

Przełożyła Ewa Borówka

Wydawnictwo Marginesy

Udostępnij:
7