Kelly i Zach Weinersmith, „Miasto na Marsie”

Ucząc bawi, bawiąc uczy, wspaniały pobudzacz mózgu, kopalnia, a raczej galaktyka wiedzy naukowej, zaskakujące wnioski, sporo sceptycznej refleksji nad ludzką kondycją i mnóstwo ciętego poczucia humoru. Przed Państwem małżeński zespół badawczy Kelly i Zacha Weinersmithów i ich dzieło, czyli „Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?”

Autorzy przystępowali do pracy jako entuzjaści kolonizacji kosmosu. Niesamowity postęp technologii sprawiał, że romantyczne wizje z połowy ubiegłego wieku wydawały się możliwe do zrealizowania niespełna sto lat później. „Kosmos był coraz dostępniejszy, kosmicznych zasobów nie brakowało, różne kraje zaczynały dawać wolną rękę firmom rozwijającym najdziksze projekty, a na czele największej firmy rakietowej stał Elon Musk, dynamiczny technoświr, który zdeklarował, że chce doprowadzić do kolonizacji Marsa jeszcze za swojego życia. Uważaliśmy, że kolonizacja kosmosu jest kwestią niedalekiej przyszłości i zamierzaliśmy napisać coś w rodzaju socjologicznego przewodnika, jak zwiększyć skalę kolonizacji do stu, tysiąca, dziesięciu tysięcy ludzi i więcej.”

Ale kiedy przyszła wiedza, pojawiły się wątpliwości, które Weinersmithowie opisują w przeciekawy sposób. Co z ramami prawnymi „zabezpieczającymi bezpieczeństwo mieszkańcom Układu Słonecznego, w którym dziesiątki krajów, korporacji, a może i pojedynczych ludzi mogą wysyłać w kierunku naszej macierzystej planety obiekty o wielkości pozwalającej na anihilację dinozaurów?”

Jak ma funkcjonować demokracja w społeczeństwie, w którym powietrze jest racjonowane, a kontrolę nad jego dystrybucją sprawuje korporacja? Jeśli dzieci i młodzież nie będą mogły się prawidłowo rozwijać przy braku ziemskiego ciążenia, to jak wpłynie to na społeczeństwo? Czy w ogóle płodzenie dzieci w takich warunkach jest możliwe i bezpieczne? Wszyscy chętnie wydają pieniądze na nowe rakiety, ale niekoniecznie na kosmiczne położnictwo czy opracowanie koncepcji szklarni o wielkości dwóch Singapurów.

I chyba najważniejsze: „Ludzkość nie wyszła jeszcze z fazy konfliktów. Nasza zdolność robienia sobie krzywdy znacznie przewyższa naszą zdolność chronienia się. Zasiedlanie Układu Słonecznego prawdopodobnie tylko zwiększy ryzyko, zaś w inne układy słoneczne udamy się nieprędko.”

Autorzy prowadzą nas przez wielkie tematy: kosmiczne podróże, pozaziemskie mieszkalnictwo, „kieszonkowe rajskie ogrody, czyli jak stworzyć ludzkie terrarium, które nie będzie zanadto koszmarne”, kosmiczne prawo i stosunki międzynarodowe oraz nieprzewidziane problemy marsjańskiego społeczeństwa.

Fascynujące i bardzo zabawne.

Przełożyła: Dorota Konowrocka-Sawa

Wydawnictwo Insignis

Udostępnij:
7