„Special Ops: Lioness”

O „Special Ops: Lioness” na Sky Showtime usłyszałem same złe opinie ludzi, których zdanie cenię, więc bym odpuścił, ale, że to nowa produkcja Taylora Sheridana, to postanowiłem spróbować. Gość jest dla mnie gigantem. Już za samo „Yellowstone” ma miejsce w historii telewizji, seriali, czy po prostu popkultury. Kiedy uświadomiłem sobie, że ten rewelacyjny neowestern stworzył scenarzysta „Sicario” wszystko mi kliknęło. A tu jeszcze „1923”, „1883”, „Aż do piekła”, „Na przeklętej ziemi”, „Mayor of Kingstown”, „Tulsa King”, no potrafi chłopak. Fantastycznie odrodził baaardzo szeroko rozumiany western, tworzy nowe legendy szeroko rozumianego pogranicza, kreśli świetnych, wyrazistych, przyciągająco-odpychających bohaterów. Odwołuje się do tradycji, konserwatywnych tropów i sprzedaje je tak, że klękajcie narody.

I „Lioness” to owszem, nie jest „Yellowstone”, ale daj mi Panie więcej takich „słabych” seriali. Ok, jeżeli, wkurza Was amerykański pop patriotyzm pod powiewającym gwiaździstym sztandarem, to trzymajcie się jak najdalej od ekranów. Ale jeżeli macie spoko relacje z Wujem Samem w wersji mundurowej, lubicie klimaty szpiegowskie, thrillery, spektakularne akcje, epickie wtopy, służby specjalne i cyniczno-romantycznych bohaterów, a wszystko to przyprawione lekkim melodramatem i rodzinnymi kłopotami, to voila!

Udostępnij:
7