To nie będzie polecajka, przynajmniej nie taka normalna. Jakby Wam to objaśnić? Powiedzmy, że zazwyczaj zachwalam Wam fajne samochody, osobówki, vany, SUV-y, terenówki czy pickupy i nagle głoszę chwałę 70-tonowego potwora, czyli ciężarówki Kenworth 963, gwiazdy przemysłu naftowego.
Bowiem turbopowieść „O (albo uniwersalny traktat o tym, dlaczego sprawy mają się taki, a nie inaczej)” fińskiego pisarza Miki Liukkonena to taki literacki Kenworth 963 dla psychofanów literatury. Chociaż od razu podkreślę, że napisana przystępnie, z potoczystą narracją, pięknie spolszczona przez Sebastiana Musielaka, który dodatkowo opatrzył dzieło bardzo interesującym i poruszającym wstępem.
Poruszającym, bo autor odebrał sobie życie tuż przed trzydziestymi czwartymi urodzinami. Osłupiały poznawałem jego tragiczną historię. Finlandia często przedstawiana jest jako wzór świetnych rozwiązań społecznych, z edukacją na czele. I ten sam fiński system, w jakimś kompletnie nieludzkim biurokratycznym dogmatyzmie, pozwolił jednemu z najwspanialszych umysłów kraju na podróż bez powrotu. Miki Liukkonen naprawdę nie musiał umrzeć – przeczytacie o tym w przedmowie tłumacza. Pięć tygodni przed śmiercią napisał: „Budzę się rano spanikowany i przerażony, wieczory też straszne. Tego stanu cierpienia nie da się opisać. Jakby konała każda komórka. Patrzę na ten przerażający wiosenny rozkwit życia w smutku i zazdrości, nie jestem tego częścią. I wszystko, wszystko jest tylko i wyłącznie Potworne. Taka sytuacja. Nie daję rady.”
Prawie tysiącstronicowe „O” napisał jeszcze przed trzydziestką. Był pisarzem totalnym, pisanie było jego całym życiem, żył dla pisania, pisał, by żyć, mawiał, że będzie pisać choćby paliła mu się kuchnia. „O” to portret naszych rozchwianych czasów, życie współczesnego rozkalibrowanego człowieka, siedem dni akcji, sto postaci z przeróżnych sfer życia, powieść monstrum, labirynt historii. Pozorny chaos w miarę lektury odsłania przemyślaną konstrukcję – fascynujący, wielowątkowy, hipnotyczny kolaż codzienności.
Smakoszom literatury od razu przyjdą do głowy David Foster Wallace i Karl Ove Knausgård, sam Liukkonen wolał przywoływać – głównie ze względów językowych – Thomasa Pynchona, Marlona Jamesa, Dona DeLillo, a nawet Artura Rimbauda.
Więc jeżeli jesteście literackimi ultrasami, to wielka uczta przed Wami.
Tłumaczył Sebastian Musielak
Wydawnictwo Insignis

