Zbigniew Parafianowicz, „Śniadanie pachnie trupem. Ukraina na wojnie”

Porywająca reporterska opowieść naocznego świadka o narodzie, który nie chciał dać się rozstrzelać. Nawet jeśli śledziliście codzienne relacje, nie raz będziecie zaskoczeni i poruszeni tą napisaną świeżym językiem balladą o nadziei i śmierci, o życiu i szaleństwie, o schronach i salonach. Lektura obowiązkowa dla wszystkich obserwujących ukraińską epopeję.

Dziennikarstwo Parafianowicza jest precyzyjne, konkretne, objaśniające, powściągliwe emocjonalnie. I taka jest ta książka. Przede wszystkim, temat jest ważniejszy od reportera, a autor to szanuje i ma tego pełną świadomość, choć to, co opisuje, sprawia, że targają nami skrajne emocje.

Parafianowicz świetnie zna Ukrainę, był w Kijowie od początku. Teraz daje nam książkę reporterską, a na tych 300 stronach zawiera panoramiczny przekrój — od piwnic bombardowanych ukraińskich miast po salony wielkiej polityki. Świetnie się to czyta. Ja akurat ze ściśniętym gardłem, doceniając oko i ucho autora do szczegółów, scen i zaskoczeń; ktoś inny dostrzeże syntetyczny pakiet wiedzy. W każdym wypadku warto. I to bardzo.

Udostępnij:
7