Tomasz Stawiszyński, „Ćwiczenia z dysonansu”

Lubię felietony i lubię Skądinąd. Podcast Tomasza Stawiszyńskiego, więc dla mnie połączenie doskonałe. Co do felietonów, to wiele razy deklarowałem miłość do tego — wbrew pozorom — niełatwego gatunku, zatem nie będę się tutaj ponownie rozwodzić. Ale Stawiszyńskiemu chyba publicznie uczuć nie wyznawałem, czas na mały coming out.

Cenię autorów chadzających własnymi ścieżkami, niedających zaprzęgnąć się do plemiennych nawalanek, zbiorowych oburzeń, tożsamościowych mediów i moralnych wzmożeń. Którzy na sprawy patrzą z wielu perspektyw i są w stanie uszanować zdanie odmienne, nawet jeśli się z nim nie zgadzają. Którzy nie chcą się wpisywać w logikę nieustannie nakręcającej się polaryzacji. Którzy w intelektualnym przeciwniku widzą partnera do dyskusji, a nie wroga, którego należy zniszczyć, odbierając mu prawo głosu. Wypisz wymaluj Stawiszyński.

Kolekcjonuję w moim umyśle ludzi takich jak on, bo bardzo niewielu ich się ostało. Amok walki na śmierć i życie opętał zdecydowaną większość biorących udział w publicznej wymianie — hehe — myśli, polegającej na okładaniu się maczugami. Nic dziwnego, że „Ćwiczenia z dysonansu” rekomenduje inny niedający zapędzić się do koszar gagatek, Dariusz Rosiak: „Nie polecam tej książki osobom, które mają pełną jasność, o co w życiu chodzi. Nie spodoba im się, bo Stawiszyński jest niejednoznaczny, a dogmaty raczej podważa, niż ogłasza”.

Przeciekawy jest tytułowy tekst, bardziej esej niż felieton, o roli, jaką w myśleniu autora odegrał wspaniały „Kwartet aleksandryjski” Lawrence’a Durrella — „dzieło, które zarówno na poziomie struktury, jak i świata przedstawionego zadaje kłam binarnym opozycjom, histerycznym polaryzacjom, czarno-białym układom zamkniętym”. Durrell w trzech tomach opisuje tę samą historię z trzech różnych perspektyw, w czwartym opowiada, co było dalej. Stawiszyński podąża jego drogą, tworząc miniaturki świadczące o wybitnej erudycji i umyśle w trybie wiecznego poszukiwania.

Bardzo to inteligencka rzecz, w najlepszym rozumieniu tego słowa. I gdy czytam rozkminy Stawiszyńskiego, myślę sobie: fajnie, że nie jestem z tym sam.

Wydawnictwo Znak

Udostępnij:
7