No, petarda, panie Macieju Siembiedo – pisarzu, cóż mam rzec. Ta rozpięta na blisko półtora wieku opowieść o dwóch świętokrzyskich klanach, nienawiści i zemście przechodzących z pokolenia na pokolenie to prawdziwy majstersztyk. Czytałem „Gołoborze”, a raczej pochłaniałem, z czystą czytelniczą radością, narastającym uczuciem pozytywnej zazdrości i podziwu dla rzemieślniczego kunsztu autora.
Jeden z moich ukochanych filmów to „Pojedynek”, reżyserski debiut Ridleya Scotta na podstawie opowiadania Josepha Conrada. W powieści Siembiedy odnalazłem to szaleństwo zrodzone ze specyficznie rozumianego honoru. Który dla Kończaków i Cebrzynów z fikcyjnej świętokrzyskiej wsi Grabina jest wszystkim. Gdzie mieszkają ludzie twardzi jak gołoborze. Gdzie bardziej od spowiednika potrzebny jest egzorcysta. Gdzie niepomszczeni zatruwają dusze żywych. Gdzie rządzi grabińskie prawo zemsty, a świadkowie zawsze milczą. Gdzie zawsze, ale to zawsze, choćby wbrew prawdzie i sprawiedliwości, trzeba stać za swoimi. Gdzie ten, co chciałby pojednania, uważany jest za najgorszego zdrajcę.
Akcja powieści zaczyna się wraz z wybuchem Powstania Styczniowego i – oprócz dynamiki klanowej wojny – napędzana jest historią Polski i Gór Świętokrzyskich. Autor zręcznie wplata prawdziwe wydarzenia: powstańcze oddziały Langiewicza, Legiony Piłsudskiego, Ponurego, Republikę Pińczowską, rzeź Michniowa. Siembieda zrobił fantastyczną dokumentację, ale nią nie przytłacza. Najważniejsza jest opowieść, a przy okazji dostajemy pokaźną wiedzę o zaginionych lądach przeszłości. Powieść ma 500 stron, a można by i dwa tysiące ukręcić, tyle tu się dzieje i taka scenografia.
Jest tu delikatna nuta realizmu magicznego, są legendy, westernowe klimaty, młodzieżowa w duchu przygodówka, jest epicki rozmach. Od razu bym dawał „Gołoborze” na uzupełniającą lekturę licealną. Za sprawą powieści Siembiedy można zakochać się i w czytaniu, i w historii. No i to gotowy materiał na kilkusezonowy świetny serial. Z utalentowaną ekipą realizacyjną i odpowiednim budżetem, bo o rozmach aż się prosi.
Maciej Siembieda napisał powieść o świecie, z którego się wywodzi, i nie wiem, co na jego mocną powieść powiedziałyby duchy Gór Świętokrzyskich, ale ja jestem więcej niż zadowolony.
Znak Literanova

