Adam Kay, „Nielekarz. Czyli jak wyleczyłem się z medycyny”

Możecie nawet nie czytać mojej polecajki, bo skoro książkę zachwala Charlie Brooker, twórca Black Mirror, to o czym w ogóle mamy rozmawiać? Ale jeżeli Brooker Wam nie wystarczy, to proszę bardzo.
Mój ulubiony diler najczarniejszego poczucia humoru powraca. I to jak! Znów dostaję michę, a raczej całe wiadro sarkazmu na granicy dobrego (cokolwiek to znaczy) smaku, podszytego wrażliwością i czasem zwykłym cierpieniem.

W Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza Adam Kay opisywał niemożliwą rzeczywistość brytyjskiego szpitala widzianą z perspektywy stażysty. Nielekarz. Czyli jak wyleczyłem się z medycyny to opowieść o tym, co później. Kay rzuca medycynę, żeby rozpocząć karierę komika (co może pójść nie tak?) i sam staje się pacjentem. „Moje nowe doświadczenia sprawiły, że propozycję, aby każdy student medycyny musiał pobyć przez jakiś czas pacjentem, zanim uzyska kwalifikacje lekarza, uznałem za całkiem rozsądną, choć nie do końca wiem, w jaki sposób należałoby to rozwiązać od strony logistycznej. Przypuszczam, że cios młotkiem w rzepkę na koniec pierwszego roku, a potem tydzień bycia ignorowanym na oddziale pozwoliłby młodym medykom lepiej wczuć się w dolę pacjenta niż zajęcia z komunikacji medycznej, na których uczymy się mówić: Rozumiem, że to jest dla pana bardzo trudna sytuacja.”

Ta książka to rollercoaster anegdot i szalonego poczucia humoru, czego możemy się spodziewać już po wstępnym zastrzeżeniu: „Imiona kolegów i przyjaciół pojawiających się na łamach tej książki zastąpiłem imionami z Kinowego Uniwersum Marvela, ponieważ ta organizacja, jestem o tym przekonany, nie zatrudnia prawników. Z anonimizacją członków rodziny byłoby o wiele więcej zachodu, więc dałem sobie spokój.” Bywa grubo.

Lubię smutne historie o komikach, bo są śmieszne niemal z założenia, a w wersji Kaya, często mocno ekshibicjonistycznej, po prostu rozwalają. Bawią mnie nawet przypisy, których autor używa często i umieszcza w nich absurdalne kawałki. Np. pisze, że ktoś rzucił się na kelnera jak wilk na panini i w przypisie opowiada, jak kłócił się z redaktorką, która uważała, że metafora jest bez sensu. Kayową jazdę fajnie spolszczył Michał Jóźwiak. Na przykład Kay opisuje pierwszą sekcję zwłok i o kolegach z zajęć pisze „zwłokoledzy”. No śliczności, brawo tłumacz!

Wydawnictwo Insignis

Udostępnij:
7